Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyn micelarny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyn micelarny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2014

Płyn micelarny H2O -Hydrain 3 Hialuro (DERMEDIC) czyli na co nie wydawać swoich pieniędzy ;)

Cześć Dziewczyny!

Porządkując zdjęcia w komputerze, natknęłam się na zdjęcia płynu micelarnego firmy Dermedic, który dostałam kiedyś na spotkaniu blogerek. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na jego temat i przestrzec wszystkie osoby o bardziej wrażliwej cerze przed jego kupnem. Jeżeli jesteście ciekawe dlaczego nie polubiłam się z tym micelem, zapraszam do czytania ;)

wtorek, 4 marca 2014

Denko #3

Cześć Dziewczyny!

Jak już niejednokrotnie pisałam, denkowanie idzie mi bardzo opornie. Mimo, że chciałam się poprawić w tej kwestii, wyszło jak zwykle i w ciągu ostatnich dwóch miesięcy nazbierałam bardzo mało pustych opakowań. W szafkach łazienkowych stoi multum kosmetyków, które prawie sięgają dna, ale jakoś nigdy nie pomyślę o tym, żeby je zużyć. Stąd też postanowiłam, że miesiąc marzec będzie miesiącem, w którym powykańczam te wszystkie kosmetyki. Może i Wy przyłączycie się do tej małej akcji denkowania? ;)
To tyle tytułem wstępu, przejdźmy zatem do zużyć ostatnich dwóch miesięcy:



1. Żel pod prysznic Mango&Macadamia (OS). Bardzo ładny zapach, żel dobrze się pienił. Niestety wydajnością i ceną nie powala na kolana. Więcej o nim --> KLIK

Czy kupię ponownie? TAK (jeżeli nadarzy się na niego jakaś promocja to chętnie wypróbuję inne zapachy).

2. Płyn micelarny Białe Kwiaty (Tołpa botanic). Płyn średnio radził sobie ze zmyciem makijażu. Po jego użyciu na twarzy pozostawała lepka nieprzyjemna warstwa. Do tego męczył mnie jego mocno kwiatowy zapach. Więcej o nim --> KLIK

Czy kupię ponownie? NIE


3. Płyn do higieny intymnej z ekstraktem z avacado i rumianku (Facelle). Bardzo dobry, łagodny płyn. Nie podrażnia. Jest kosmetykiem uniwersalnym, w czasie wyjazdu może służyć także jako żel pod prysznic czy nawet szampon do włosów (co ciekawe, nie plącze mi włosów). 

Czy kupię ponownie? TAK

4. Maska wzmacniająca korzenie włosów-zsiadłe mleko i chleb żytni (Receptury Babuszki Agafii).
Produkt bardzo średni. Nie obciąża włosów, sprawia, że są one sypkie i łatwo się rozczesują. Wzmocnienia nie zauważyłam. Maska jest bardzo rzadka, przez co niewydajna. Więcej o niej -->KLIK
Czy kupię ponownie? NIE


5. Antyperspirant w kremie Ziaja soft. To już moje trzecie opakowanie. Produkt ma bardzo subtelny, kremowy zapach. Ogranicza potliwość. Nie podrażnia (nawet po goleniu). Do tego niewiele kosztuje.

Czy kupię ponownie? TAK

6. Pianka do golenia Sensitiv (Isana). Ładnie pachnie, ułatwia poślizg maszynki, ale dla mnie jest niewydajna. Zdecydowanie bardziej lubię pianki Venus.

Czy kupię ponownie? NIE WIEM


7. Czekoladowo-pomarańczowy budyń do ciała (Skarb Matki). Najlepszy produkt do nawilżenia ciała, który miałam okazję używać w minionym roku. Świetnie natłuszcza skórę, szybko się wchłania i pachnie tak, że chce się go zjeść. Więcej o nim --> KLIK

Czy kupię ponownie? TAK

8. Odświeżający krem nawilżający na dzień (Nivea Aqua Effect). Lekki krem, idealny pod makijaż, nie "zapycha". Ładnie pachnie (jak tradycyjny krem Nivea). Niestety po przygodzie z jego "bratem" na noc zraziłam się do tej serii. Było to moje drugie opakowanie, które właściwie w połowie zużyłam tylko na szyję.  Więcej o nim -->KLIK

Czy kupię ponownie? NIE


9. Szampon do włosów suchych, zniszczonych i koloryzowanych (Deba). Kupiony za grosze w Biedronce. Dobrze oczyszcza włosy, ale niestety po jego użyciu są one splątane i suche. Drażnił mnie jego chemiczny cytrusowy zapach. 

Czy kupię ponownie?  NIE

10. Serum nabłyszczające do włosów (Toni&Guy). Najlepsze serum do włosów jakie do tej pory miałam. Nadaje włosom zdrowego blasku. Ułatwia rozczesywanie. Pięknie pachnie. Jedynym minusem jest cena (ok. 30 zł). Więcej o nim -->KLIK

Czy kupię ponownie? NIE WIEM


11. Woda różana (Dabur). Świetnie tonizuje skórę. Idealna także jako dodatek do maseczek. Ładnie pachnie. Jest produktem "naturalnym" o świetnym działaniu. Więcej o niej -->KLIK

Czy kupię ponownie? TAK (choć na razie zamierzam wypróbować inne hydrolaty :))

12. Sole do kąpieli fiołek i czerwona koniczyna oraz mak i kwiat pomarańczy (Wellness Beauty). Żałuję, że nie można dostać ich w większych opakowaniach, bo są świetne. Pachną intensywnie, ale bardzo ładnie. Zapachy te zdecydowanie odprężają po męczącym dniu. Barwią wodę (szczególnie sól pomarańczowa). Są bardzo drobno zmielone, nie przypominają tradycyjnych soli.

Czy kupię ponownie? TAK


13. SASZETKI (od lewej):
  • maseczka truskawka&wanilia (Rival de Loop). Jedna z moich ulubionych maseczek, bardzo dobrze nawilża i pachnie truskawkową Jogobellą! :) Kosztuje niecałe 2 złote, a opakowanie starcza mi na 6 użyć. Czy kupię ponownie? TAK
  • intensywnie regenerująca maseczka- naturalne oleje (L'biotica Biovax). Mimo wielu dobrych opinii, mnie ta maska nie powaliła na kolana. Właściwie po jej użyciu nie zauważyłam żadnych efektów. Czy kupię ponownie? NIE
  • maseczka anty-stres (Lirene). Kolejna maska, którą kupuję od bardzo dawna. Cudownie nawilża, łagodzi wszelkie podrażnienia. Czy kupię ponownie? TAK
14. Płatki kosmetyczne (Carea prążkowane, Carea gładkie oraz Lilibe Cosmetics z Rossmana, które niesamowicie się rozdwajają) + patyczki do makijażu oczu (mają płaską i spiczastą końcówkę, idealnie spisują się do czyszczenia okolic oczu np. kiedy źle nałożymy liner czy zrobimy sobie kropki tuszem do rzęs). 

To już wszystkie moje zużycia. Tak jak pisałam na początku, nie jest tego dużo. Jak jednak mogłyście zauważyć, z większością produktów bardzo się polubiłam i chętnie do nich wrócę. 

Miałyście któryś z tych kosmetyków? Jeżeli tak to napiszcie mi swoje opinie na ich temat :)

Pozdrawiam :*


środa, 5 lutego 2014

Delikatny płyn micelarny czyli Tołpa botanic- białe kwiaty

Cześć dziewczyny!

Jak wiecie, dzięki spotkaniu bloggerek dostałam ogromną paczkę od Tołpy. Bardzo lubię kosmetyki tej firmy, więc od razu zabrałam się za testowanie. Na pierwszy ogień poszedł płyn micelarny. Pochodzi on z serii 'botanic", której do tej pory nie znałam. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii na temat tego kosmetyku to zapraszam do dalszego czytania ;)


Seria botaniczna od Tołpy to kosmetyki przeznaczone głównie do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień. Założeniem producenta było stworzenie linii ekologicznej, roślinnej, w której wykorzystane są składniki naturalne. Wśród kosmetyków z tej linii znaleźć możemy między innymi następujące "serie": 

  • białe kwiaty,
  • amarantus,
  • czarna róża,
  • czarny bez,
  • biały hibiskus (30+),
  • czerwony ryż (40+),
  • różowa piwonia (50+).
Przejdźmy do opisu płynu micelarnego:


Opakowanie to biała butelka o pojemności 200 ml. Butelka nie jest przezroczysta, więc nie możemy kontrolować zużycia produktu. Szata graficzna charakterystyczna dla Tołpy- dużo tekstu, ale ja uwielbiam ich teksty ;) Zdecydowanie potrafią zachęcić człowieka do zakupu. 


Dozownik na "klik"- taki jak w płynie micelarnym z Biedronki. Gdy cały mój ostatni płyn micelarny z Tołpy wylał się w czasie podróży, właśnie z powodu tego dozownika, jakoś przestałam lubić kosmetyki z tego typu zamknięciem. Niemniej jednak dzięki temu dozownikowi wylewamy na płatek kosmetyczny odpowiednią ilość płynu. 


Mój płyn micelarny pochodzi z serii białe kwiaty, w której wykorzystano ekstrakt z białych płatków róży stulistnej, jaśminu i stokrotki. Zapachy te można wyczuć w płynie zaraz po jego otwarciu. Według mnie najbardziej "przebija się" zapach jaśminu, dla mnie jest on wręcz odrobinę duszący. Zdecydowanie wolę, gdy kosmetyki do twarzy są bezzapachowe lub gdy zapach ten jest bardzo subtelny. Tutaj od razu uderza w nas intensywny kwiatowy aromat. 



Płyn radzi sobie ze zmywanie makijażu całkiem nieźle, jednak by pozbyć się mejkapu całkowicie potrzeba troszkę czasu. Rzeczywiście nadaje się do skóry wrażliwej- nie podrażnia, nie szczypie w oczy. Delikatnie nawilża. Jedyne do czego mogę się bardziej przyczepić to fakt, że po jego użyciu skóra jest niezwykle "lepka" w dotyku czego po prostu nienawidzę. 


Produkt jest średnio wydajny- by zmyć cały makijaż potrzebuję około 5 płatków kosmetycznych, więc płyn ten wystarczył mi na około półtora miesiąca codziennego stosowania.

Popatrzmy zatem jak radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Oto lista produktów, które wzięły udział w moim teście:

  1. Cień do powiek z paletki Lovely Nude Make Up Kit
  2. Mascara podkręcająca i unosząca rzęsy- Lovely
  3. Bronzer Honolulu- W7
  4. Maybelline Color Tattoo- nr 40 Permanent Taupe
  5. Pomadka velvet matte nr 05- Golden Rose
  6. Podkład Rimmel Wake me up- kolor 100-Ivory
Oczywiście zanim zabrałam się do zmywania produktów, najpierw poczekałam, aż troszkę "zastygną" na ręce ;)


Rezultaty:
Przy pierwszym przemyciu prawie całkowicie pozbyłam się tylko cienia do powiek (chociaż troszeczkę się rozmazał). Pozostałe produkty były nadal dość mocno widoczne.
Podejście drugie: zniknął podkład, cień, prawie cały bronzer i większość tuszu do rzęs. Pomadka i Color Tattoo nadal mocno się trzymały. 
Podejście trzecie: widoczne resztki tuszu, Color Tatoo i pomadki. Ale wszystko zmierzało w dobrym kierunku.. ;)
By zmyć resztki kosmetyków potrzebne były jeszcze 2 podejścia. Same oceńcie czy to dobry wynik ;) Według mnie prawie identycznie spisuje się płyn micelarny z Biedronki.. tylko cena jest znacznie korzystniejsza..
Dostępność: drogerie typu Rossmann, sklep internetowy Tołpy
Cena: 21,99 zł/200 ml


Podsumowując:

PLUSY:
+ ładne opakowanie z ciekawą szatą graficzną,
+ nie podrażnia,
+ delikatnie nawilża,
+ dobry skład.

MINUSY:
- intensywny, wręcz duszący zapach,
- pozostawia skórę "lepką" w dotyku,
- kiepski stosunek ceny do jakości.

PLUS/MINUS:
+/- dozownik

SKŁAD:


  • Aqua
  • Poloxamer 184- substancja myjąca, usuwa zabrudzenia skóry. Bezpieczna, nawet dla skór bardzo wrażliwych.
  • Disodium Cocoamphodiacetate- bardzo łagodna substancja myjąca. 
  • Polysorbate 20- emulgator, bardzo bezpieczny, biodegradowalny. Otrzymywany z oleju kokosowego. 
  • Propylene Glycol- nawilża skórę. Ułatwia transport innych substancji w głąb skóry (ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka).
  • Sodium Hydroxide- regulator pH.
  • Glycerin- substancja nawilżająca. Przenika przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu ułatwia transport innych substancji w głąb skóry. Sprawia, że skóra jest miękka i gładka.
  • Disodium EDTA-zwiększa trwałość kosmetyku, zapobiega zmianom barwy oraz konsystencji. Stabilizator. 
  • Sodium Citrate- regulator pH. 
  • Peat Extract- wyciąg z torfu. Działa przeciwzapalnie, bakteriobójczo. Łagodzi podrażnienia, nawilża.
  • Sodium Chloride- powoduje wzrost lepkości kosmetyku.
  • Citric Acid- substancja występująca naturalnie w przyrodzie i w organizmach zwierzęcych. Działa złuszczająco, usuwa przebarwienia.
  • Rosa Centifolia Flower Extract- ekstrakt z płatków róży stulistnej. Bogaty w olejek eteryczny. Ponadto działa antyoksydacyjnie, nawilżająco. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych.
  • Jasminium Officinale Flower Extract- ekstrakt z jaśminu. Bogaty w olejek eteryczny. Kondycjonuje skórę, działa na nią kojąco.
  • Bellis Perennis Flower Extract- ekstrakt z kwiatu stokrotki. Łagodzi podrażnienia, działa przeciwobrzękowo. 
  • Xanthan Gum- naturalny zagęszczacz i stabilizator. Zwiększa lepkość preparatu.
  • Parfum- kompozycja zapachowa.
  • Benzyl Alcohol- otrzymywany z ropy naftowej. Składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach jaśminu. Potencjalny alergen. Konserwant.
  • Salicylic Acid- działa złuszczająco i oczyszczająco. Konserwant. 
  • Sorbic Acid- kwas sorbowy. Konserwant, dopuszczalny do stosowania w kosmetykach naturalnych. 



wtorek, 28 stycznia 2014

Wieczorna pielęgnacja mojej twarzy-ZIMA

Cześć Dziewczyny!

Kolejny raz przepraszam Was za dość długą nieobecność na blogu. Niestety przez następne 2 tygodnie nadal będę zmuszona pojawiać się tu rzadko. Powodem jest oczywiście sesja. Choć póki co udało mi się być zwolnioną z trzech egzaminów na cztery, to niestety chyba najgorszy z możliwych egzaminów muszę pisać, gdyż nie ma zwolnień z tego przedmiotu :( Muszę się do tego przyłożyć, bo zależy mi bardzo na stypendium :)
Dziś korzystając z paru godzin przerwy zrobiłam trochę zdjęć i postanowiłam coś tutaj napisać. Post nie będzie zbyt ambitny, bo będzie to tylko tak jak widzicie w tytule moja wieczorna pielęgnacja twarzy w okresie zimowym. Zdecydowałam się napisać ten post, bo już kilka razy dostałam od Was prośbę, by taki post się pojawił. 

Oprócz tradycyjnego demakijażu czy mycia buzi żelem, zimą stawiam oczywiście na nawilżenie. Choć moja cera jest mieszana to w okresie zimowym staje się sucha i ziemista. Dodatkowo ciągłe przechodzenie z ciepłego domku na mróz powoduje, że pojawiają się u mnie "naczynka". By troszkę złagodzić ten problem stosują nieco "cięższe" kremy niż latem. Szczególnie takie przeznaczone do cery naczynkowej, które najczęściej zawierają w sobie zielony barwnik redukujący optycznie zaczerwienienia.

By przybliżyć Wam nieco bardziej moja pielęgnację pokażę Wam czego po kolei używam każdego wieczoru:


1. DEMIKIJAŻ- to chyba najważniejsza czynność w codziennej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie, by pójść spać w makijażu (a wiem, że sporo dziewczyn po imprezie czy po prostu męczącym dniu to robi). Ja wykonuję go zawsze płynem micelarnym. Teraz jest to płyn micelarny "białe kwiaty" z Tołpy z serii botanic, który jest niezwykle łagodny, nie podrażnia oczu i bardzo dobrze radzi sobie ze zmyciem makijażu. Oczywiście niezbędne w wykonaniu demakijażu są płatki kosmetyczne. Ja najczęściej używam tych z Biedronki, głównie ze względu na niską cenę i fakt, że się nie rozdwajają.


2. MYCIE TWARZY za pomocą żelu. Ten krok jest bardzo ważny- żel zmywa resztki makijażu, z którymi nie poradził sobie płyn micelarny (a uwierzcie, że takie zawsze się znajdą). Żel Effaclar, którego używam dogłębnie oczyszcza twarz. Do tego "walczy" z nadmiernym wydzielaniem sebum- redukuje jego ilość. Zauważyłam, że po kilkutygodniowym stosowaniu liczba zaskórników na mojej twarzy również została bardzo ograniczona. Żel ten nie wysusza twarzy, nie powoduje uczucia ściągnięcia. 


Dwa razy w tygodniu po oczyszczeniu twarzy żelem, wykonuję peeling twarzy, by pozbyć się zrogowaciałego martwego naskórka. Orzechowo-morelowy peeling z Sorayi to świetny "zdzierak" zawierający w sobie łupinki orzecha- to one są odpowiedzialne za ścieranie naskórka. Nie jest to produkt do wyjątkowych wrażliwców, może trochę podrażnić. Jednak po jego zastosowaniu buzia jest rozjaśniona, gładziutka i lepiej "chłonie" wszelkie mazidła, którymi smarujemy twarz.


3. TONIK- po umyciu twarzy (i ewentualnym peelingu) tonizuję swoją twarz wodą różaną, by przywrócić jej naturalną równowagę (pH). Woda różana oprócz właściwości tonizujących nadaje się też do pielęgnacji cery naczynkowej- redukuje zaczerwienienia. Więcej o niej przeczytacie tutaj


4. NAWILŻENIE OKOLICY OCZU- skóra pod oczami to miejsce na mojej twarzy, które najczęściej ulega przesuszeniu. By temu zapobiec stosuję krem przeznaczony specjalnie do stosowania na te okolice twarzy. Osobiście bardzo lubię kremy z Ziaji, więc pod oczy używam kremu z serii "kozie mleko" przeznaczonego do skóry suchej. Krem bardzo dobrze radzi sobie ze wszelkimi podrażnieniami, głęboko nawilża. Nie uczula. Czasem używam też oleju arganowego.


5. WALKA Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI- w moim przypadku są to głównie podskórne grudki na brodzie. By się ich pozbyć stosuję krem Effaclar Duo LRP. Używam go wyłącznie punktowo na te okolice, w których pojawił się jakiś "nieprzyjaciel", którego chcę się jak najszybciej pozbyć. Effaclar Duo wysusza skórę, więc nie polecam stosowania go na całą twarz. Punktowo sprawdza się znakomicie, bo już po 2-3 dniach wypryski znikają. Może Was zaskoczyć to, że po posmarowaniu podskórnej grudki rano obudzicie się z pryszczem w tym miejscu, ale nie martwcie się, na tym polega oczyszczenie twarzy. Pryszcz zostanie szybciutko wysuszony i zniknie ;)


6. NAWILŻENIE TWARZY- tak jak napisałam we wstępie, w zimowej pielęgnacji stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Obecnie używam kremu regenerującego do cery naczynkowej "phyto aktiv" od Ziaji. Krem ten jest dość "treściwy", jednak stosunkowo szybko się wchłania. Bardzo dobrze nawilża skórę i koi wszelkie podrażnienia spowodowane mrozem. 


7. NIE ZAPOMINAJ O SZYI- o nią także trzeba dbać. Chyba nie raz widziałyście zdjęcia kobiet, które mimo liftingu twarzy mają brzydką, zwiotczałą skórę na szyi. Aby temu zapobiec warto już od początku "dbania o siebie" nawilżać nie tylko twarz, ale też szyję. Można posmarować ją tym samym kremem, który stosujecie na twarz. Ja najczęściej używam kremu, który nie za bardzo polubił się z moją twarzą, ale nie chcę go zmarnować i wyrzucić. W chwili obecnej używam kremu nawilżającego na dzień z Nivei (więcej o nim tutaj). Pamiętajcie, by szyję smarować zawsze w kierunku do góry ;)



8. NOCNA REGENERACJA UST- zimą spierzchnięte usta to codzienność. Warto więc zadbać o nie wieczorem. Wystarczy, że przed snem nałożycie grubą warstewkę ulubionego masełka do ust (lub innego kosmetyku do ust o dość treściwej konsystencji), a rano obudzicie się z cudownie nawilżonymi ustami. Ja używam karmelowego masełka do ust z Nivei. 

A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy zimą? Też stawiacie na nawilżenie? Napiszcie mi w komentarzach :)

Pozdrawiam :*

czwartek, 9 stycznia 2014

Odkrycia roku 2013!

Cześć dziewczyny!

Mamy już 9 dzień nowego 2014 roku, więc pora na ostatni post podsumowujący rok poprzedni. Dziś pokażę Wam moje odkrycia. Oczywiście dla wielu z Was (o ile nie wszystkich) produkty, które tutaj zaraz pokażę nie są żadną nowością i wiedziałyście już o nich dawno temu. Ja z racji tego, że właśnie w ubiegłym roku założyłam bloga, poznałam sporo produktów, o których jako "szary nieblogowy człowiek" nie miałam wcześniej pojęcia.  Chciałam zaznaczyć, że te produkty to nie są moi ulubieńcy, a jedynie kosmetyki, o których w ubiegłym roku pierwszy raz usłyszałam.

A oto, co "odkryłam" w 2013 roku:



1. Baza pod cienie- zanim ją odkryłam miałam problem ze zbieraniem się cieni w załamaniu mojej tłustej powieki. Pierwszą bazę (z FM Group) wygrałam w rozdaniu i już po pierwszym użyciu mnie zachwyciła. Potem użyłam jej na wesele- jeszcze nigdy mój makijaż oka nie trzymał się tyle godzin w tak dobrym stanie. Oprócz przedłużenia trwałości cieni baza świetnie "podbija" ich kolor, dzięki czemu są bardziej wyraziste na oku. Teraz nie robię makijażu oka bez użycia bazy. Obecnie używam tej z Quiz Cosmetics, która mimo niskiej ceny jest całkiem dobra.
2. Baza pod makijaż- o tym produkcie też dowiedziałam się całkiem niedawno. Nie sądzę, by był to kosmetyk do codziennego użytku- na co dzień wolę nie nakładać tylu kosmetyków na swoją twarz. Na większe wyjścia nadaje się jednak znakomicie. Przedłuża trwałość podkładu, wygładza wszelkie zmarszczki i pory. 


3. Puder sypki. Powiem szczerze, że zawsze do wykończenia makijażu używałam pudru w kamieniu. Zapragnęłam jednak posiadać chwalony przez wszystkich puder transparentny- nie wyobrażałam sobie jak to jest, że biały puder dostosowuje się do koloru twarzy. Kupiłam więc puder essence all about matt!, który jest pudrem sypkim transparentnym. I okazało się, że rzeczywiście bieli na twarzy nie widać. Bardziej zachwyciła mnie jednak forma tego pudru- jest znacznie łatwiejszy w użyciu niż ten w kamieniu. Do tego wydaje mi się, że matuje na dłużej. Ostatnio przeczytałam też, że to właśnie puder sypki jest idealny do wykończenia makijażu. Puder w kamieniu nadaje się zaś do poprawek makijażu w ciągu dnia. Z tą opinią mogę zgodzić się w 100%.
4. Suchy szampon. Kto by pomyślał, że można umyć włosy bez użycia wody? A no, można! I to całkiem dobrze. Suchy szampon ratuje nas w kryzysowych sytuacjach- gdy musimy gdzieś wyjść, a nasze włosy nie są do końca świeże. Nie może on oczywiście zastąpić tradycyjnego mycia, ale od czasu do  czasu na pewno nam pomoże ;) Moim ulubieńcem jak do tej pory jest szampon Schauma Świeżość Bawełny, o którym więcej przeczytacie tutaj. Niestety szampon z Isany kompletnie się u mnie nie sprawdził.


5. Kosmetyki rosyjskie. Wiele się o nich naczytałam i zapragnęłam je mieć. Moja przygoda z nimi zaczęła się, gdy dostałam od chłopaka maskę do włosów Babuszki Agafii ( której recenzja pojawi się niedługo) i czarną glinkę z Morza Martwego, o której więcej możecie dowiedzieć się tutaj. Teraz mam w swojej kolekcji nieco więcej rosyjskich kosmetyków- m.in. glinki, kremy do twarzy, szampony. Niektóre zachwycają, inne nie (np. szampony Baikal Herbals). Szczerze mówiąc nie rozumiem całego szumu wokół nich.
6. Kosmetyki naturalne- powoli je odkrywam i coraz bardziej lubię. Szczególnie oleje, które mają niesamowicie dobre działanie na naszą skórę, włosy, paznokcie. Woda różana okazała się jednym z najlepszych kosmetyków, które miałam okazję przetestować w 2013 roku. Więcej o niej możecie przeczytać tutaj


7. Krem BB- to według mnie świetna alternatywa dla podkładu- szczególnie fajna dla młodych dziewczyn, które chcą zacząć swoją przygodę z malowaniem. Oprócz tego, że ładnie wyrównują kolor cery, całkiem dobrze nawilżają. Ja zakochałam się w nich latem- gdy nie chciałam "obciążać" swojej twarzy podkładem. Moim ulubieńcem stała się mieszanka kremu BB z Under 20 z BB kremem firmy Astor. Pierwszy z nich dobrze nawilża, drugi ma dość mocne krycie.
8. Płyn micelarny- idealny "zmywacz" makijażu. Wcześniej używałam wyłącznie "dwufazówki" z Ziaji, która podrażniała moje wrażliwe oczy. Podkład zmywałam żelem do mycia twarzy. Płyny micelarne okazały się świetnym rozwiązaniem do zmywania całości makijażu. Najczęściej używam oczywiście kultowego już płynu z Biedronki- ze względu na jego niską cenę. Czasem zdarzy mi się, że podrażni moje oczy, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Bez wątpienia najlepszym płynem micelarnym, który miałam okazję używam była Bioderma. Szkoda tylko, że kosztuje aż tyle.. 

I to już wszystkie moje "odkrycia". Czy któreś z wyżej wymienionych produktów także poznałyście dopiero w ubiegłym roku? Podzielcie się swoimi odkryciami minionego roku w komentarzach :)


Zapraszam na inne posty podsumowujące rok 2013!





Pozdrawiam :*

wtorek, 3 grudnia 2013

Co tym razem wyląduje w koszu? Projekt denko- październik/listopad.

Cześć dziewczyny!

Dziś przyszła pora na trzecie denko na moim blogu. Posty tego typu nie pojawiają się u mnie co miesiąc, lecz dopiero wtedy, gdy zapełnię moją torbę, w której zbieram puste opakowania. A uwierzcie mi, że zapełnienie tej torby to dla mnie nie lada wyzwanie. Jestem chomikiem- lubię kupować nowe kosmetyki, obiecując sobie za każdym razem, że nie użyję ich dopóki nie skończę poprzednich opakowań- niestety zazwyczaj jestem tak ciekawa nowo zakupionego produktu, że w ostateczności i tak go otwieram i takim oto sposobem w mojej łazience stoi kilka otwartych szamponów do włosów, odżywek, żeli pod prysznic itp. Dlatego też tak rzadko coś "zdenkuję".
Przez ostatnie dwa miesiące zebrałam trochę pustych opakowań, które za chwilę zobaczycie.


A oto co udało mi się zużyć w ostatnim czasie:



  • "Biedronkowe" sole do kąpieli (BEBEAUTY)- ujędrniająca z ekstraktem z lotosu oraz odświeżająca-trawa cytrynowa i bambus. Sole pięknie pachną, dzięki czemu umilają kąpiel. Recenzja- KLIK. Cena tych soli to niecałe 4 zł. 


  • Czy kupię ponownie? TAK

    • żel pod prysznic-rose petal&milk proteins (LUKSJA). Spora objętość-500 ml sprawia, że żel ten jest niesamowicie wydajny. Pachnie bardzo delikatnie, kremowo (róża jest prawie niewyczuwalna). Dodatkowo dobrze nawilża ciało, więc polecam go wszystkim leniuszkom, które nie lubią się już dodatkowo balsamować po kąpieli. Kosztuje ok. 7-8 zł
              Czy kupię ponownie? NIE WIEM

    • regenerujący szampon do włosów zniszczonych (BAIKAL HERBALS). Zachęcona dobrymi opiniami innych bloggerek na temat rosyjskich kosmetyków naturalnych skusiłam się na zakup kilku takich kosmetyków, w tym tego szamponu. Wszystkie kosmetyki bardzo mi się spodobały... poza tym szamponem. Niestety jestem zawiedziona. Jak to się mówi "szału nie ma, dupy nie urywa". Skład jest dość dobry (choć oczywiście nie w pełni naturalny), cena też całkiem w porządku- ok. 13 zł za 280 ml. Jest bardzo wydajny-dzięki swojej bardzo gęstej, wręcz galaretowatej konsystencji. Przyjemnie pachnie (bzem). Niestety poza oczyszczeniem włosów i skóry głowy (w dodatku niezbyt dobrym) nie robi kompletnie nic. Włosy są po nim splątane, "tępe". I o ile tą wersję jeszcze potrafiłam znieść ze względu na przyjemny zapach to wersji do włosów przetłuszczających się nie byłam w stanie znieść. Jego zapach strasznie mnie drażnił. Możliwe, że jestem jakaś wybredna co do zapachów, bo mojej mamie, chłopakowi i Olce z 0jla.blogspot.com się spodobał. Dlatego trafił też w ręce tej ostatniej osoby ;) Mam nadzieje, że u Oli lepiej się spisze ;)

              Czy kupię ponownie? NIE

    • płyn micelarny do mycia twarzy i oczu dermo face, physio (TOŁPA). Całkiem fajny micel, dobrze zmywa makijaż (nie wiem czy wodoodporny także, bo takiego nie "używam"). Nie podrażnia oczu, co dla mnie jest bardzo ważne. Przyjemnie pachnie i jest wydajny. Minusem jest cena- za 200 ml płacimy prawie 30 zł. Na szczęście można go czasem dostać w promocji. Kupiłam go głównie dlatego, żeby porównać go ze słynnym już w blogosferze płynem micelarnym z Biedronki. Jak wiadomo kosmetyki Tołpa produkuje Torf Corporation- ta sama fabryka, która produkuje także micela z Bebeauty. Porównanie tych dwóch płynów właśnie się szykuje, więc więcej już pisać nie będę ;)
              Czy kupię ponownie? NIE WIEM (ewentualnie w promocji)
              Co w zastępstwie? Płyn micelarny z Bebeauty
    • płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu (BEBEAUTY). Mój ulubieniec do zmywania makijażu oczu. Tak jak już pisałam w poprzednim denku, powoduje u mnie lekkie szczypanie oczu, ale jego cena (ok. 5 zł) rekompensuje wszystkie bóle ;D 
             Czy kupię ponownie? TAK
             Co w zastępstwie? TO SAMO


    • Pianka do golenia do skóry wrażliwej (ISANA)- kupiłam ją zachęcona dobrymi opiniami na blogach, niestety u mnie sprawdziła się średnio. Aplikator bardzo ciężko "chodzi", trudno wycisnąć piankę. Po wyciśnięciu szybko znika (rozpuszcza się). Oczywiście ułatwia golenie- daje dobry poślizg i zapobiega podrażnieniom. Mimo wszystko, po goleniu ciało i tak trzeba nabalsamować, bo ta pianka kompletnie nie nawilża skóry. Pachnie przyjemnie, bardzo delikatnie. Niestety trudno było mi wydobyć resztę pianki- już przy "wychodzeniu" z opakowania nie przypominała pianki, lecz rozpuszczoną bitą śmietanę. Jej cena to ok. 6 zł.

              Czy kupię ponownie? NIE
              Co w zastępstwie? Pianka Venus (mój ulubieniec)

    • Peeling myjący z kiwi- wygładzający (JOANNA-Naturia). Tak jak już pisałam o wersji grejpfrutowej, peeling ten jest bardzo delikatny, posiada niewiele drobinek, które w dodatku nie są ostre. Traktuję go raczej jako żel pod prysznic, aniżeli peeling. Wszystkie wersje zapachowe są świetne, więc na pewno skuszę się na niego jeszcze nie raz- chociażby dla tego cudownego zapachu. Jako, że lubię peelingi ostre, dobrze zdzierające martwy naskórek, ten produkt na pewno nie jest dla mnie peelingiem. Cena to niecałe 4 zł.

             Czy kupię ponownie? TAK
             Co w zastępstwie? Żel peelingujący- mleczko kokosowe (MARION)

    • Szampon przywracający równowagę skóry głowy (Phenome)- najlepszy szampon jaki do tej pory używałam. Nie podrażnia skalpu, włosy są po nim miękkie, dobrze się układają. Niestety jego cena jest dla mnie za wysoka (przynajmniej na razie :D ). Kosztuje 75 zł za 250 ml. Recenzja- KLIK.

              Czy kupię ponownie? NIE WIEM (może kiedyś, jeśli jego cena nie będzie mnie przerażać :))

    • Płatki kosmetyczne- Carea (Biedronka), Cleanic, Lilibe Cosmetics (Rossmann). Płatków zużywam niezliczone ilości i jakoś szczególnie nie obchodzi mnie to z jakiej są firmy, bo według mnie każdy płatek jest taki sam :D No dobrze.. płatki z Rossmanna są w tym momencie moimi ulubieńcami, bo wychodzą najtaniej i nie rozdwajają się ;)
    • Nawilżone chusteczki oczyszczające z aloesem do skóry suchej i wrażliwej (Alterra)- powiem szczerze, że zawsze sceptycznie podchodziłam do tego typu produktów- do demakijażu wolę używać sprawdzonego płynu micelarnego. Te chusteczki wpadły mi do koszyka w Rossmannie, bo były akurat w promocji (choć ich normalna cena też jest niesamowicie niska- ok. 3zł). I muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że wypróbowałam ten produkt. Chusteczki bardzo dobrze radzą sobie ze zmywaniem makijażu i w dodatku ich używanie jest bardziej ekonomiczne niż używanie innych specyfików do demakijażu. Ładnie pachną (choć dla niektórych osób zapach ten może wydawać się za mocny).

              Czy kupię ponownie? TAK
              Co w zastępstwie? Malinowe chusteczki do demakijażu (BALEA)

    • Korektor rozświetlający- Dream Lumi Touch (Maybelline). Kupiłam go przypadkiem w promocji, bo miałam już dość moich sińców pod oczami (które mam cały czas, ze względu na bardzo cienką skórę w okolicach oczu). Był to mój pierwszy korektor "pod oczy" i troszkę się nim zawiodłam. Nie kryje zbyt dobrze i po kilku godzinach zbiera się w zmarszczkach pod oczami. Na szczęście ładnie rozświetla i trzyma się na twarzy dość długo. Niestety jego cena jest według mnie za wysoka- ok. 38 zł, bo produkt jest kompletnie niewydajny. 

              Czy kupię ponownie? NIE
              Co w zastępstwie? Korektor rozświetlający (LOVELY)

    • Eyeliner w płynie (INGLOT)- mój ulubiony, intensywnie czarny liner. Kosztuje 20 zł. Trochę więcej na jego temat- KLIK.

              Czy kupię ponownie? TAK
              Co w zastępstwie? TO SAMO



    poniedziałek, 30 września 2013

    Projekt Denko- Wrzesień 2013

    Cześć! :)

    Kończymy wrzesień, więc dziś pora na pokazanie Wam produktów, które zużyłam w tym miesiącu, a więc projekt denko. Ostatnio robiąc post z wielkim projektem denko wiosna/lato pytałam Was czy wolicie takie posty co miesiąc czy sezonowo. Odpowiedziałyście, że co miesiąc, więc jestem :) Co prawda nie należę do osób, które zużywają niezliczoną ilość produktów, niemniej jednak parę rzeczy uzbierałam. Od razu mówię ( a raczej piszę), że nie ma tu właściwie nic ciekawego :) Nie przedłużając, przechodzę do rzeczy:


    PIELĘGNACJA:
    1. EMULSJA do higieny intymnej-intimea. Lubię ten produkt. Jest bardzo delikatny, nie podrażnia, nie uczula. Zawiera kwas mlekowy, więc łagodzi wszelkie podrażnienia. Zapach przyjemny. Kolor- biały. Jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić to konsystencja- bardzo rzadka- często zdarza mi się, że wyleję zbyt dużo produktu. Mimo wszystko jest wydajna. Pojemność to 300 ml, a cena 2,99 zł. Dostępna w Biedronce. 
    Czy kupię ponownie? TAK
    Co w zastępstwie? Płyn do higieny intymnej- Facelle Intim

    2.PŁYN MICELARNY do demakijażu twarzy i oczu- bebeauty. Świetny produkt za niską cenę. Doskonale radzi sobie ze zmyciem makijażu- nawet tego wodoodpornego. Nie podrażnia oczu (nawet bardzo wrażliwych). Skóra nie jest po jego użyciu ściągnięta, nie pozostawia też żadnego filmu. Zapach delikatny, przyjemny. Wydajność- średnia. Pojemność- 200 ml. Cena- ok. 5 zł. Dostępność- Biedronka.
    Czy kupię ponownie? TAK
    Co w zastępstwie? Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu- dermo face physio- Tołpa

    3.PEELING MYJĄCY z grejpfrutem, wygładzający- Joanna. Bardzo przyjemny do użycia "od czasu do czasu". Skład nie jest najlepszy, ale zapach powala. Drobinki bardzo niewielkie, więc niezbyt dobrze radzi sobie ze złuszczeniem martwego naskórka. Czasem używam go po prostu jako żelu pod prysznic, ale do peelingu potrzebuję mocniejszych zdzieraków. Jest wydajny i bardzo tani- za 100 ml płacimy ok. 4 zł. Dostępny w prawie każdej drogerii i supermarkecie w wielu wersjach zapachowych. 
    Czy kupię ponownie? TAK
    Co w zastępstwie? Peeling myjący z kiwi, wygładzający- Joanna

    4. MLECZKO DO CIAŁA do skóry bardzo suchej, podrażnionej z bio olejkiem arganowym- Ziaja. Nie będę o nim pisać, bo jeszcze w tym tygodniu pojawi się recenzja tego produktu. 
    Czy kupię ponownie? NIE WIEM
    Co w zastępstwie? Balsam do skóry suchej i wrażliwej- kuracja nawilżająca- Ziaja med

    WŁOSY:

    1. SZAMPON łopianowy- Herbal Care (Farmona)- recenzja tutaj
    Czy kupię ponownie? NIE
    Co w zastępstwie? Szampon regenerujący do włosów zniszczonych- Baikal Herbals
    2. SUCHY SZAMPON- Schauma świeżość bawełny- recenzja tutaj
    Czy kupię ponownie? TAK
    Co w zastępstwie? Na razie BRAK

    INNE:

    1. PŁATKI KOSMETYCZNE-Carea (fiolotowe-prążkowane). Moje ulubione płatki. Nie rozdwajają się, nie pozostawiają włókien (mają "zszyte" brzegi). Kosztują niecałe 3 zł (120 sztuk). Dostępne w Biedronce.
    Czy kupię ponownie? TAK
    Co w zastępstwie? Płatki kosmetyczne-Carea (niebieskie-gładkie)

    2. PATYCZKI HIGIENICZNE- Carea. Patyczki jak patyczki. Watka nie schodzi z patyczka (niestety, w niektórych patyczkach tak się dzieje) co jest dla mnie wielkim plusem. 200 sztuk kosztuje 1,55 zł. Dostępność- Biedronka.
    Czy kupię ponownie? TAK
    Co w zastępstwie? Patyczki higieniczne z ekstraktem aloesu- bella cotton

    To już wszystkie moje zużycia z ostatniego miesiąca. Tak jak napisałam we wstępie, nie jest tego zbyt dużo. Większość rzeczy pochodzi z Biedronki.  Jak mogłyście zauważyć, wiele z  tych produktów polubiłam i na pewno kupię je w przyszłości ponownie. 

    A Wy lubicie któryś z tych produktów? Czekam na Wasze projekty denko. Chętnie poczytam o Waszych zużyciach ;) 
    Pozdrawiam :)

    P.S. Już jutro zaczyna się rok akademicki, więc chciałabym życzyć powodzenia wszystkim studentom, szczególnie tym zaczynającym studia ;) Życzę dużo wytrwałości, wiary w siebie i owocnej nauki :D 

    poniedziałek, 23 września 2013

    Ulubieńcy lata 2013

    Cześć!

    Dziś mamy pierwszy dzień kalendarzowej jesieni, więc pora na ulubieńców minionego lata. Będzie to kilka  (a raczej kilkanaście) produktów, z którymi bardzo się polubiłam i były moimi niezbędnikami w tym ciepłym okresie. Nie przedłużając, zaczynajmy.


    ULUBIONE ZAPACHY:
    • Woda toaletowa ZARA WHITE- to cudowny kobiecy kwiatowy zapach. Zawiera aromaty frezji, magnolii, jaśminu i ambry. Woda ta trzyma się na skórze ok. 5 godzin, natomiast na ubraniu nawet kilka dni.  Pojemność to 50 ml, a cena 34,90 zł. 
    • Antyperspirant w kremie ZIAJA SOFT- bardzo przyjemny, delikatny, kremowy zapach. Antyperspirant to produkt obowiązkowy na lato, gdy jesteśmy jeszcze bardziej "narażeni" na pocenie się. Ten sprawdza się w tej roli doskonale- niweluje brzydkie zapachy, nie podrażnia (nawet gdy zastosujemy go bezpośrednio po goleniu). Jest bardzo wydajny i kosztuje ok. 7 zł. 
    ULUBIEŃCY DO OPALANIA:
    • Balsam do opalania 50+ dla dzieci (SORAYA)- jako typowy bladziuch potrzebuję aż tak wysokiej ochrony przed promieniami słonecznymi. Zazwyczaj wybieram balsamy o SPF 50,a w tym wypadku nawet +50 (przed promieniowaniem UVB). Balsam ten posiada też filtry UVA- SPF 30. Jest to balsam dla dzieci (nie zauważyłam tego przy kupnie, bo wersja "dla dorosłych" jest w prawie identycznym opakowaniu. Fakt ten jednak zupełnie mi nie przeszkadza, bo produkt ten dzięki temu, że jest przeznaczony dla dzieci jest w moim ukochanym różowym kolorze i do tego bardzo przyjemnie pachnie :D Mimo dość tłustej konsystencji balsam wchłaniał się bardzo szybko. Dzięki niemu mimo przebywania na bardzo ostrym słońcu nie poparzyłam sobie ciała, ale też nie pozostałam całkiem blada. Na pewno za rok do niego wrócę. Pojemność to 100 ml. Cena to ok. 25 zł. 
    • Przyspieszacz opalania (KOLASTYNA)- do tego typu produktów podchodzę zazwyczaj bardzo sceptycznie, nie wierzę w ich cudowne działanie, więc ich po prostu nie kupuję. Ten był jednak dołączony do kremu do opalania SPF 10 od mojego chłopaka, więc postanowiłam go wypróbować. Okazało się, że po nałożeniu go pod balsam do opalania skóra rzeczywiście troszkę szybciej się opalała, a jej kolor był od razu bardzo ładny-brązowy. Bardzo szybko się wchłania i jest wydajny. Nie wiem czy jest on w ogólne dostępny w oddzielnej sprzedaży, więc ceny Wam niestety nie podam. 
    • SOS Skin- kojący żel po opalaniu (SORAYA)- ten żel był moim zbawienie podczas urlopu. Niestety krem do opalania do twarzy z Dax Cosmetics nie ochronił dobrze mojej twarzy i po pierwszym dniu przebywania na słońcu poparzyłam sobie twarz. Na szczęście w kosmetyczce miałam ten żel (zawsze jestem przygotowana na wszelką ewentualność :D) i posmarowałam nim poparzone miejsca na noc. Na drugi dzień twarz mnie już nie szczypała i zaczerwienienie się bardzo zmniejszyło. Opakowanie to 2 saszetki połączone ze sobą- jedna starczyła mi na 2 użycia na twarz. Cena to ok. 3 zł.
    ULUBIEŃCY DO PIELĘGNACJI:
    • Pianka do golenia VENUS- tutaj nie będę się już rozpisywać, bo wspominałam już o niej kilka razy na blogu. To mój absolutny hit. Nie powoduje podrażnień, jest wydajna i tania- ok. 5,50 zł.
    • Pianka do mycia twarzy (SYNERGEN)- doskonały produkt do mycia twarzy. Jest bardzo delikatna i przyjemnie pachnie. Wystarczy jedna pompka na umycie całej twarzy. Dobrze oczyszcza, potrafi nawet zmyć makijaż (oczywiście nie poradzi sobie z tym wodoodpornym). Cena to ok. 10 zł.
    • Maszynki do golenia (BeBeauty)- moje ulubione "jednorazówki"- chociaż tak naprawdę starczają na więcej niż jedno użycie. Doskonale golą, nie powodują podrażnień. Cena to ok. 6 zł za 10 sztuk. 
    • Mleczko do ciała (ZIAJA)- to produkt przeznaczony do skóry bardzo suchej i podrażnionej z bio olejkiem arganowym. Mimo, że nie za bardzo lubię się balsamować to używanie tego produktu było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Doskonale nawilżył moją przesuszoną od słońca skórę i ma bardzo przyjemny, nie chemiczny zapach. Dodatkowo jest bardzo łatwy w użyciu- posiada pompkę, więc nie trzeba się "babrać". Pojemność to 400 ml, a cena ok. 10 zł.
    • Krem do stóp (ORGANIQUE)- recenzja tutaj.
    • Mgiełka chłodząca do ciała (Beauty Formula)- jej recenzja pojawi się na blogu jeszcze w tym tygodniu, więc jeżeli jesteście zainteresowane tym produktem do śledźcie mnie na bieżąco ;)
    • Płyn micelarny do skóry wrażliwej (BeBeauty)- kolejny ciekawy produkt z Biedronki, chyba wszystkim bardzo dobrze znany. O nim też niedługo napiszę troszkę więcej, ale póki co powiem tyle, że bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu ;) Cena to ok. 6 zł.
    ULUBIEŃCY DO WŁOSÓW:
    Tutaj pojawił się tylko jeden produkt, bo jak wiecie, większość produktów do włosów mi po prostu nie odpowiada i nadal szukam swojego ulubieńca jeżeli chodzi o odżywkę czy szampon. A moim jedynym ulubionym produktem w kategorii "włosy" jest:

    • Suchy szampon Schauma- recenzja tutaj
    ULUBIEŃCY DO PAZNOKCI:

    Od lewej:
    • Coral Prosilk Nail Enamel (Delia Cosmetics)- nr 87. To bardzo delikatny mleczny kolor. Do  całkowitego krycia potrzeba 2 warstwy. Na paznokciach trzyma się ok. 4 dni. Cena to ok. 5 zł. Pojemność- 10 ml.
    • Delia No.1 (Delia Cosmetics)-nr 85. To kolor, którego szukałam od dawna- piękny błękit. Podoba mi się to, że ma małą pojemność- 5 ml, dzięki czemu można go zużyć do końca (większość lakierów z powodu dużej pojemności gęstnieje i muszę je po prostu wyrzucić). Dobre krycie-po 2 warstwach. Co ważne, utrzymał się na moich paznokciach przez cały tygodniowy urlop i właściwie nawet końcówki nie były zbyt zdarte. Cena to ok. 3 zł.
    • Rimmel 60 seconds- nr 315- Ready, Aim, Paint!- mój ulubiony czerwony lakier do paznokci, który gościł przez cały letni okres na moich stopach (zresztą prawie przez cały rok maluję paznokcie u stóp na czerwono). Trzyma się ok. 2 tygodnie (naprawdę!). Wiadomo, że na dłoniach trzyma się krócej- ok. 5-6 dni. Dobrze kryje (wystarczy jedna warstwa). Pojemność to 8 ml. Cena- ok. 10 zł. Więcej na temat lakierów z tej serii tutaj <--- to recenzja innego koloru, ale krycie, trwałość itp. są identyczne. 
    • Classic Nail Polish (Lovely)- nr 25- białego lakieru do paznokci też szukałam bardzo długo, aż w końcu trafiłam na ten z Lovely i się zakochałam. Ma idealny, naprawdę biały kolor (spotkałam się z lakierami, które żółkną- ten tak się nie zachowuje). Do dobrego krycia potrzebujemy 2 warstwy. Na paznokciach pozostaje w nienaruszonym stanie ok. 4-5 dni. Pojemność to 8 ml, a cena- ok. 6 zł.
    • Odżywka do paznokci 8 w 1 Total Action (EVELINE)- znana wszystkim odżywka do paznokci, która wywołała nie małe poruszenie w blogosferze. Ja należę do jej zwolenników- poprawiła stan moich paznokci. Obecnie stosuję ją jako bazę pod lakier i jestem bardzo zadowolona z jej działania. Jeżeli chcecie, mogę napisać osobny post na temat tego co o niej dokładnie sądzę. Pojemność to 12 ml, a cena ok. 12 zł.
    ULUBIEŃCY DO MAKIJAŻU:
    • Multifunkcyjny antybakteryjny krem BB (Under Twenty)- mój ulubiony krem BB. Mimo, że latem staram się nie wykonywać często makijażu, dać swojej skórze troszkę odpocząć to jednak czasem muszę użyć podkładu, by zakryć niedoskonałości. Ten krem BB idealnie zastąpił mi podkład. Jest lekki, nie zapycha porów, ma idealny kolor- wpada w żółte tony (naturalny-02). Dobrze wyrównuje koloryt cery, ale konieczne jest jego przypudrowanie- bo mimo obietnic producenta, nie daje on matowego wykończenia. Jego pojemność to aż 75 ml, a kosztuje mniej niż 15 zł. 
    • Korektor do brwi ( Delia Cosmetics)- kolor brązowy. Swego czasu było o nim dość głośno na Youtube, dlatego postanowiłam go wypróbować. Niestety okazało się, że bardzo ciężko go dostać stacjonarnie (ja swój kupiłam na stronie butiqueuk za ok. 8 zł). Jest to bardzo dobry produkt. "Rozczesuje" brwi, nadaje im lekko brązowy kolor (ale wygląda to bardzo naturalnie) i utrwala je- trzymają się na swoim miejscu cały dzień. 
    • Kredka konturowa do oczu (Lovely)- poprosiłam chłopaka,by kupił mi czarną kredką z Wibo, ale poślij chłopa do sklepu.. Przyniósł mi ten oto produkt (o którym nie wiedziałam nic i byłam trochę zła). Okazało się, że ta kredka jest jednak dużo lepsza od tych zwykłych ołówków z Wibo. Po pierwsze- jest to produkt wysuwany, co bardzo mi się spodobało. Po drugie- jest bardzo miękka i łatwo narysować nią kreskę na powiece. Po trzecie- ma bardzo intensywny czarny kolor. Uwielbiam ją! Cena to ok. 6 zł. 
    • Duo róż+bronzer (ELF) w kolorze St. Lucia- bardzo fajne rozwiązanie, szczególnie na wyjazdy- w jednym poręcznym opakowaniu mamy ładnie napigmentowany róż i bronzer (niestety zawiera on lekkie drobinki, więc rzadko go używam, wolę matowe bronzery) oraz lusterko. Cena to ok. 19 zł ( również na stronie butiqueuk).
    • Pędzel Hakuro H13- to dla mnie pędzel idealny. Można nim nałożyć zarówno róż jak i bronzer. Jak się uprzemy to nałożymy także puder czy rozświetlacz, więc jednym pędzlem wykonamy na szybko cały makijaż ( w sytuacji kryzysowej). Jest bardzo przyjemny w dotyku, włosy nie wypadają. Wykonany jest z naturalnego włosia. Cena to ok. 25 zł (na stronie cocolita).
    ULUBIEŃCY DO UST:
    • Essential Lipstick (ELF) w kolorze Sociable- moja ulubiona pomadka ożywiająca każdą stylizację. Nadaje ustom piękny fuksjowy kolor (taki jak na zdjęciu) i nie podkreśla suchych skórek. Cena to 5,90 zł (na stronie butiqueuk). 
    • Karmelowe masełko do ust (Nivea)- to produkt, którego nikomu przedstawiać nie muszę. Mój ratunek na spierzchnięte usta. Cudownie je nawilża a do tego pięknie pachnie, aż chce się go zjeść. Stosuję go zazwyczaj na noc. Cena to ok. 10 zł. 
    • Natural Lip Stick (Lovely)- to pomadka ochronna z wyciągiem aloesu oraz mentolem. Daje ukojenie spierzchniętym ustom. Mentol powoduje przyjemne mrowienie. Dobrze nawilża i nadaje się też do stosowania pod pomadkę. Zawiera filtry UVA i UVB. Cena to ok. 4 zł. 

    Ufff... i to już wszyscy moi ulubieńcy minionego lata. Mam nadzieję, że mimo tak długiego posta, jakoś dobrnęłyście do końca. 
    Zainteresował Was jakiś produkt? Może któryś z tych kosmetyków miałyście? Jacy są Wasi ulubieńcy minionego lata? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach ;)
    Pozdrawiam ;)
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...