Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2014

TOP 5 anetine: RÓŻE DO POLICZKÓW

Cześć Dziewczyny!

Są takie kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie swojego codziennego makijażu. Jednym z nich jest róż do policzków, który potrafi ładnie ożywić naszą cerę. Dziś chciałabym pokazać Wam róże do policzków, po które sięgam najczęściej. Z całej swojej kolekcji (liczącej 10 sztuk) wybrałam te, które są naprawdę godne uwagi. Każdy powinien znaleźć wśród nich swojego faworyta, gdyż starałam się wybrać 5 zupełnie różnych kolorów. Jeżeli jesteście ciekawe mojej top piątki, zapraszam do dalszego czytania :)


sobota, 26 lipca 2014

7 propozycji pomadek na lato

Cześć Dziewczyny! :)

Latem stawiamy w makijażu na minimalizm. Lekki podkład, ewentualnie korektor na drobne zmiany, trochę różu i tusz do rzęs. By makijaż nie wyglądał nudno do tych kilku rzeczy dokładam kolorową pomadkę. Jako miłośniczka różowych odcieni stawiam oczywiście na pomadki w tych kolorach. Dziś mam dla Was moje propozycje pomadek na okres letni. Mam nadzieję, że każda z Was znajdzie tu coś dla siebie.
(kolejność przypadkowa)


wtorek, 8 lipca 2014

NOWOŚCI KOSMETYCZNE

Cześć Dziewczyny!

Dziś przychodzę do Was z postem, który sama bardzo lubię czytać na innych blogach, a mianowicie z zakupami. Ostatnio trochę rzeczy mi przybyło. Większość z nich to produkty naprawdę godne uwagi, których chętnie używam i na pewno kupię ponownie. Zapraszam Was do oglądania tego, co w ostatnim czasie zasiliło moje kosmetyczne zbiory. 


środa, 21 maja 2014

TAG: Ile warta jest twoja twarz?

Cześć! :)

Na moim blogu do tej pory nie pojawił się ani jeden TAG. Zdecydowanie bardziej wolę pisać recenzje niż odpowiadać, na często bardzo dziwne, pytania ;) Ale dziś postanowiłam wrzucić coś luźniejszego i znalazłam bardzo fajny TAG (i przy okazji bardzo stary) "ile warta jest twoja twarz". W TAG'u tym podsumowuje się ceny wszystkich produktów używanych do codziennego makijażu. 



No to zaczynamy! :) (przy okazji jestem bardzo ciekawa ile kosztuje to wszystko ;P). Raczej nie używam kosmetyków droższych marek drogeryjnych, a już na pewno nie marek selektywnych. Dlatego mam nadzieję, że końcowa cena mnie nie przerazi ;)




  • Podkład mineralny Annabelle Minerals- 30 zł/ 4 g


  • korektor Bourjois Healthy Mix- ok. 41 zł

  • puder sypki Bourjois (głównie do przypudrowania korektora pod oczami)- ok.60 zł
  • róż do policzków z olejem arganowym Paese- ok.19 zł

  • baza pod cienie FM Group- ok. 23 zł

  • 2 cienie Inglot - 20 zł

  • kredka do oczu Sensique (zamiennie z linerem z Inglota)- 5 zł
  • liner w płynie Inglot- 20 zł

  • tusz do rzęs Lovely- ok.9 zł
  • cień Color Tattoo Maybelline- ok. 20 zł

  • korektor do brwi  Eveline- ok.13 zł

RAZEM: 260 zł. Czasem pod podkład mineralny używam kremu BB. Na ustach mam najczęściej błyszczyk z Lovely, pomadkę z Golden Rose lub po prostu Carmex. Kosmetyki do mojego codziennego makijażu są więc warte ok. 300 zł. Myślę, że to nie dużo ;) (oczywiście nie wliczam w to wszystko pędzli, które kosztują chyba najwięcej ;))

Bardzo jestem ciekawa Waszych odpowiedzi na ten TAG ;) Jeżeli zechcecie zrobić go u siebie, koniecznie wklejcie mi link w komentarzu ;)

Pozdrawiam :*

wtorek, 3 grudnia 2013

Co tym razem wyląduje w koszu? Projekt denko- październik/listopad.

Cześć dziewczyny!

Dziś przyszła pora na trzecie denko na moim blogu. Posty tego typu nie pojawiają się u mnie co miesiąc, lecz dopiero wtedy, gdy zapełnię moją torbę, w której zbieram puste opakowania. A uwierzcie mi, że zapełnienie tej torby to dla mnie nie lada wyzwanie. Jestem chomikiem- lubię kupować nowe kosmetyki, obiecując sobie za każdym razem, że nie użyję ich dopóki nie skończę poprzednich opakowań- niestety zazwyczaj jestem tak ciekawa nowo zakupionego produktu, że w ostateczności i tak go otwieram i takim oto sposobem w mojej łazience stoi kilka otwartych szamponów do włosów, odżywek, żeli pod prysznic itp. Dlatego też tak rzadko coś "zdenkuję".
Przez ostatnie dwa miesiące zebrałam trochę pustych opakowań, które za chwilę zobaczycie.


A oto co udało mi się zużyć w ostatnim czasie:



  • "Biedronkowe" sole do kąpieli (BEBEAUTY)- ujędrniająca z ekstraktem z lotosu oraz odświeżająca-trawa cytrynowa i bambus. Sole pięknie pachną, dzięki czemu umilają kąpiel. Recenzja- KLIK. Cena tych soli to niecałe 4 zł. 


  • Czy kupię ponownie? TAK

    • żel pod prysznic-rose petal&milk proteins (LUKSJA). Spora objętość-500 ml sprawia, że żel ten jest niesamowicie wydajny. Pachnie bardzo delikatnie, kremowo (róża jest prawie niewyczuwalna). Dodatkowo dobrze nawilża ciało, więc polecam go wszystkim leniuszkom, które nie lubią się już dodatkowo balsamować po kąpieli. Kosztuje ok. 7-8 zł
              Czy kupię ponownie? NIE WIEM

    • regenerujący szampon do włosów zniszczonych (BAIKAL HERBALS). Zachęcona dobrymi opiniami innych bloggerek na temat rosyjskich kosmetyków naturalnych skusiłam się na zakup kilku takich kosmetyków, w tym tego szamponu. Wszystkie kosmetyki bardzo mi się spodobały... poza tym szamponem. Niestety jestem zawiedziona. Jak to się mówi "szału nie ma, dupy nie urywa". Skład jest dość dobry (choć oczywiście nie w pełni naturalny), cena też całkiem w porządku- ok. 13 zł za 280 ml. Jest bardzo wydajny-dzięki swojej bardzo gęstej, wręcz galaretowatej konsystencji. Przyjemnie pachnie (bzem). Niestety poza oczyszczeniem włosów i skóry głowy (w dodatku niezbyt dobrym) nie robi kompletnie nic. Włosy są po nim splątane, "tępe". I o ile tą wersję jeszcze potrafiłam znieść ze względu na przyjemny zapach to wersji do włosów przetłuszczających się nie byłam w stanie znieść. Jego zapach strasznie mnie drażnił. Możliwe, że jestem jakaś wybredna co do zapachów, bo mojej mamie, chłopakowi i Olce z 0jla.blogspot.com się spodobał. Dlatego trafił też w ręce tej ostatniej osoby ;) Mam nadzieje, że u Oli lepiej się spisze ;)

              Czy kupię ponownie? NIE

    • płyn micelarny do mycia twarzy i oczu dermo face, physio (TOŁPA). Całkiem fajny micel, dobrze zmywa makijaż (nie wiem czy wodoodporny także, bo takiego nie "używam"). Nie podrażnia oczu, co dla mnie jest bardzo ważne. Przyjemnie pachnie i jest wydajny. Minusem jest cena- za 200 ml płacimy prawie 30 zł. Na szczęście można go czasem dostać w promocji. Kupiłam go głównie dlatego, żeby porównać go ze słynnym już w blogosferze płynem micelarnym z Biedronki. Jak wiadomo kosmetyki Tołpa produkuje Torf Corporation- ta sama fabryka, która produkuje także micela z Bebeauty. Porównanie tych dwóch płynów właśnie się szykuje, więc więcej już pisać nie będę ;)
              Czy kupię ponownie? NIE WIEM (ewentualnie w promocji)
              Co w zastępstwie? Płyn micelarny z Bebeauty
    • płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu (BEBEAUTY). Mój ulubieniec do zmywania makijażu oczu. Tak jak już pisałam w poprzednim denku, powoduje u mnie lekkie szczypanie oczu, ale jego cena (ok. 5 zł) rekompensuje wszystkie bóle ;D 
             Czy kupię ponownie? TAK
             Co w zastępstwie? TO SAMO


    • Pianka do golenia do skóry wrażliwej (ISANA)- kupiłam ją zachęcona dobrymi opiniami na blogach, niestety u mnie sprawdziła się średnio. Aplikator bardzo ciężko "chodzi", trudno wycisnąć piankę. Po wyciśnięciu szybko znika (rozpuszcza się). Oczywiście ułatwia golenie- daje dobry poślizg i zapobiega podrażnieniom. Mimo wszystko, po goleniu ciało i tak trzeba nabalsamować, bo ta pianka kompletnie nie nawilża skóry. Pachnie przyjemnie, bardzo delikatnie. Niestety trudno było mi wydobyć resztę pianki- już przy "wychodzeniu" z opakowania nie przypominała pianki, lecz rozpuszczoną bitą śmietanę. Jej cena to ok. 6 zł.

              Czy kupię ponownie? NIE
              Co w zastępstwie? Pianka Venus (mój ulubieniec)

    • Peeling myjący z kiwi- wygładzający (JOANNA-Naturia). Tak jak już pisałam o wersji grejpfrutowej, peeling ten jest bardzo delikatny, posiada niewiele drobinek, które w dodatku nie są ostre. Traktuję go raczej jako żel pod prysznic, aniżeli peeling. Wszystkie wersje zapachowe są świetne, więc na pewno skuszę się na niego jeszcze nie raz- chociażby dla tego cudownego zapachu. Jako, że lubię peelingi ostre, dobrze zdzierające martwy naskórek, ten produkt na pewno nie jest dla mnie peelingiem. Cena to niecałe 4 zł.

             Czy kupię ponownie? TAK
             Co w zastępstwie? Żel peelingujący- mleczko kokosowe (MARION)

    • Szampon przywracający równowagę skóry głowy (Phenome)- najlepszy szampon jaki do tej pory używałam. Nie podrażnia skalpu, włosy są po nim miękkie, dobrze się układają. Niestety jego cena jest dla mnie za wysoka (przynajmniej na razie :D ). Kosztuje 75 zł za 250 ml. Recenzja- KLIK.

              Czy kupię ponownie? NIE WIEM (może kiedyś, jeśli jego cena nie będzie mnie przerażać :))

    • Płatki kosmetyczne- Carea (Biedronka), Cleanic, Lilibe Cosmetics (Rossmann). Płatków zużywam niezliczone ilości i jakoś szczególnie nie obchodzi mnie to z jakiej są firmy, bo według mnie każdy płatek jest taki sam :D No dobrze.. płatki z Rossmanna są w tym momencie moimi ulubieńcami, bo wychodzą najtaniej i nie rozdwajają się ;)
    • Nawilżone chusteczki oczyszczające z aloesem do skóry suchej i wrażliwej (Alterra)- powiem szczerze, że zawsze sceptycznie podchodziłam do tego typu produktów- do demakijażu wolę używać sprawdzonego płynu micelarnego. Te chusteczki wpadły mi do koszyka w Rossmannie, bo były akurat w promocji (choć ich normalna cena też jest niesamowicie niska- ok. 3zł). I muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że wypróbowałam ten produkt. Chusteczki bardzo dobrze radzą sobie ze zmywaniem makijażu i w dodatku ich używanie jest bardziej ekonomiczne niż używanie innych specyfików do demakijażu. Ładnie pachną (choć dla niektórych osób zapach ten może wydawać się za mocny).

              Czy kupię ponownie? TAK
              Co w zastępstwie? Malinowe chusteczki do demakijażu (BALEA)

    • Korektor rozświetlający- Dream Lumi Touch (Maybelline). Kupiłam go przypadkiem w promocji, bo miałam już dość moich sińców pod oczami (które mam cały czas, ze względu na bardzo cienką skórę w okolicach oczu). Był to mój pierwszy korektor "pod oczy" i troszkę się nim zawiodłam. Nie kryje zbyt dobrze i po kilku godzinach zbiera się w zmarszczkach pod oczami. Na szczęście ładnie rozświetla i trzyma się na twarzy dość długo. Niestety jego cena jest według mnie za wysoka- ok. 38 zł, bo produkt jest kompletnie niewydajny. 

              Czy kupię ponownie? NIE
              Co w zastępstwie? Korektor rozświetlający (LOVELY)

    • Eyeliner w płynie (INGLOT)- mój ulubiony, intensywnie czarny liner. Kosztuje 20 zł. Trochę więcej na jego temat- KLIK.

              Czy kupię ponownie? TAK
              Co w zastępstwie? TO SAMO



    poniedziałek, 11 listopada 2013

    I'm Inglot Girl!

    Witajcie dziewczyny,

    Jak Wam minął długi weekend? Ja w ostatnim czasie odczuwam takie zmęczenie, nie tylko fizyczne, ale i psychiczne- wszystko wokół mnie drażni. Chyba pora sięgnąć po jakiś suplement na wzmocnienie. Coraz zimniej na dworze, coraz bardziej ponuro- to wszystko sprawia, że najchętniej zapadłabym w sen zimowy i obudziła się dopiero na wiosnę ;)
    Ale nie ma co narzekać, kiedy można na pocieszenie napisać dla Was post ;D
    Większość osób, które troszkę lepiej mnie znają, wie, że uwielbiam firmę Inglot. Można rzec, że jestem taką "Inglot Girl". Mam ogromny sentyment do tej firmy- jeszcze nie zdarzył mi się żaden bubel, wszystkie produkty mi odpowiadają. W dodatku, gdy zaczęłam się malować, moje pierwsze kosmetyki- puder, róż, liner- były właśnie z Inglota. Ciągle do nich wracam, bo je uwielbiam. Wypróbowałam już wiele kosmetyków tej firmy i ciągle mam chęć na więcej. Teraz nie mam ich już tak dużo jak kiedyś, ponieważ postanowiłam wypróbować także kosmetyki innych firm. Niemniej jednak Inglotowi będę dozgonnie wierna. To co najbardziej urzeka mnie w ich kosmetykach to ładne, czarne, eleganckie opakowania. Są naprawdę bardzo solidnie wykonane- nie pękają przy byle upadkowi. Kosmetyki te nie są zbyt drogie- to raczej "średnia" półka cenowa. Moim zdaniem warto wydać na nie pieniążki, bo ich jakość jest bardzo dobra.

    Oto moje skromne zbiory Inglotowe:


    I po kolei:
    • róże do policzków- są świetnie napigmentowane, wystarczy odrobinka, by "zaróżowić" policzki. Wypróbowałam już kilka kolorów.Obecnie posiadam 2. Jeden już jest prawie całkowicie zdenkowany- to numer 99 (posiada delikatne błyszczące drobinki, ale nie wyglądają one tandetnie na policzku. Drugi- nr 85 to róż z gatunku "bardziej czerwonych". Jest matowy. Przy jego nakładaniu trzeba uważać, by nie zrobić sobie nieestetycznej plamy. Wystarczy delikatnie musnąć pędzlem i gotowe. Róże kosztują 19 zł. Są bardzo wydajne. Na twarzy trzymają się prawie cały dzień.


    • pigment sypki- ja posiadam złoty pigment (nr 77). Jego kolor jest niesamowity- bardzo intensywne złoto. Nadaje się do rozświetlania kącika oka, nałożenia na całą powiekę, ewentualnie także jako rozświetlacz (oczywiście nie kolor złoty, ale np. różowy), bądź co sobie tylko wymyślicie. Nawet bez bazy kolor jest bardzo wyrazisty. Jest wydajny- mnie kończy się już data ważności, a mam go jeszcze ponad połowę, mimo, że używam go dość często. Nie pamiętam jego ceny- wydaje mi się, że jest to coś ok. 25 zł.



    • czarny eyeliner- od lat niezmiennie kupuję nr 25. Gama kolorystyczna jest bardzo szeroka. Nawet czarny występuje w kilku wariantach (może być np. z drobinkami lub taki jak mam ja, czyli najzwyklejsza czerń). Jest to liner płynny.Aplikator to precyzyjna spiczasta gąbeczka. Wiem, że niektórym osobom nie podoba się ten aplikator, ze względu na grubość. Mnie osobiście odpowiada. Trzeba jednak uważać przy aplikacji, żeby go nie rozdwoić (mnie niestety się to zdarzyło w jednej sztuce). Na powiece daje bardzo wyrazisty czarny kolor. Cena to 20 zł. 



    • puder prasowany Young Skin Makeup- YSM Y15- mój pierwszy puder, jaki w życiu używałam i stale do niego wracam. Z racji tego, że jest to puder "kolorowy" zbędne jest nakładanie pod spód podkładu. Ładnie matowi twarz i wyrównuje jej koloryt. Gama kolorystyczna jest dość szeroka- każdy znajdzie coś dla siebie (mój idealnie zlewa się z kolorem skóry- co zobaczyć możecie na zdjęciu). Puder ma bardzo "jedwabistą" konsystencję. Łatwo rozprowadza się na twarzy. Jedyny minus to to, że podczas aplikacji pędzlem "pyli się". Zdecydowanie lepiej nakładać go za pomocą gąbeczki, bądź puszka. Cena to 19 zł. 


    • błyszczyk "fluo" nr 541- kupiłam go na promocji (-50%) za ok. 15 zł (nie pamiętam dokładnie). Zaciekawił mnie jego kolor- w zależności od padania światła kolor się zmienia. W opakowaniu wygląda na fioletowy-gdy pada na niego światło jest różowy (niestety zdjęcia nie potrafią oddać tego koloru). Ciekawe wygląda też na pomadkach- dodaje im takiego "smaczku". W ogóle się nie klei i pachnie nektarynką! 



    • pomadka- pomadki z Inglota to zdecydowanie "działka" mojej mamy. Ja posiadam tylko jedną- nr 114. Jest to błyszczący nude wpadający w brąz. Opakowanie jest niesamowicie solidne. Sama pomadka dość długo utrzymuje się na ustach, ściera się równomiernie. Kosztuje 20 zł. 
     


    • konturówki do ust i oczu- niestety są dość twarde i konieczne jest rozgrzanie ich między palcami przed użyciem. Występują we wszystkich kolorach tęczy, więc można dopasować odcień idealny do pomadki. Ja posiadam 2 konturówki do ust- nr 68 (pasujący do wcześniej pokazanej pomadki) i piękną koralową- nr 71 (najczęściej nakładam ją pod błyszczyk "fluo"). Wśród konturówek znalazł się tej jeden rodzynek do oczu- nr 38 (jasnoniebieski kolor z delikatnymi drobinkami). Cena to ok. 15 zł.

    • cienie do powiek Vertigo- zawsze kupuję je "przy kasie" za pół ceny (czyli oferta dodatkowa dla klientów, którzy coś kupują). Kosztują wtedy 7,50 zł. Mają świetne opakowania z aplikatorem. Są bardzo dobrze napigmentowane. Nr 74 to kolor cielisty z delikatnymi drobinkami. Ładnie rozświetla powiekę, idealny dla osób, które rozpoczynają swoją przygodę z makijażem i chcą jedynie delikatnie podkreślić powieki (to był mój pierwszy cień, który używałam!). Niestety nie mogę Wam pokazać jak wygląda ten kolor, bo mi się skończył :( Drugi cień Vertigo to nr 76- cudowny morski kolor, moim zdaniem idealny na lato. W połączeniu ze złotym pigmentem wygląda obłędnie! 





    • cienie do powiek- kolory jakie tylko zapragniecie. Wkłady okrągłe (którą zostają powoli wycofywane)- 10 zł, wkłady kwadratowe-13 zł. Ja posiadam tylko wkłady okrągłe i paletkę na nie. W swoich zbiorach mam tylko 6 cieni, ale bardzo je lubię. Kolory i numerki na zdjęciach. Pigmentacja świetna, nie znam drugich tak dobrze napigmentowanych cieni w takiej cenie. Nie osypują się, nie "rolują się" na powiecie. Paletki w chwili obecnej mają inny wygląd. Nadają się do przechowywania nie tylko cieni, ale także błyszczyków, różów itp. Przy skompletowaniu za jednym razem całej paletki, jej koszt wynosi tyle co jeden cień (czyli za 5 cieni+paletkę zapłaciłam 60 zł)- nie wiem czy nadal wygląda to tak samo, bo moja paletka ma już 3 lata. 


    • zmywacz do paznokci- malutki, poręczny, idealny do torebki (25 ml). Bardzo dobrze zmywa, wystarczy nanieść niewielką ilość na płatek i można bez problemu zmyć cały lakier w jednej dłoni. Plusem jest fakt, że jest to zmywacz bezacetonowy. Co prawda na początku śmierdzi tak jak większość zmywaczy, ale po chwili zapach ten ulatnia się i na paznokciach zostaje bardzo przyjemny pomarańczowy zapach! Cena to 6 zł- można go kupić za 3 zł jako dodatek do innych zakupów. 


    • płyn Duraline- według producenta to "płyn, który umożliwia aplikację na mokro sypkich i prasowanych cieni do powiek, podkreślając głębię koloru i przedłużając trwałość makijażu". Ja używam go głównie do robienia kolorowych linerów z cieni do powiek. Doskonale nadaje się też do "naprawienia" zaschniętego tuszu do rzęs, wystarczy parę kropli i tusz znów nadaje się do użytku. Można go użyć również w przypadku, gdy cień czy róż spadnie nam i rozkruszy się. Wtedy również wystarczy parę kropli płynu delikatnie wymieszać z rozsypanym cieniem/różem itp, następnie docisnąć za pomocą jakiegoś twardego przedmiotu i gotowe. Cena to 20 zł. Wydajność- ogromna.


    • bibułki matujące- najlepsze bibułki jakie miałam okazję używać! Doskonale "pochłaniają" nadmiar sebum, nie niszcząc przy tym makijażu. W opakowaniu mamy 50 sztuk dość grubych bibułek. Ciężko mi określić z jakiego materiału są one wykonane (producent podaje, że jest to polipropylen), ale na pewno nie jest to tak jak w przypadku bibułek z Wibo zwykła bibuła. Bibułki są dość drogie- kosztują 18 zł, ale warto je wypróbować. Czasem zdarza się, że można je również dostać za pół ceny. 


    I to już wszystkie produkty z Inglota, które w chwili obecnej posiadam. Jak mogłyście zauważyć, wszystkie bardzo lubię i mogę Wam je polecić.
    A Wy lubicie Inglota? Jaki produkt najbardziej? A może trafił Wam się jakiś bubel? Napiszcie mi w komentarzach ;)
    Pozdrawiam ;*
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...