Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twarz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

GOLD ARGAN YOUTH OIL (EVREE) RECENZJA+SKŁAD

Cześć :)

Pielęgnacja, a szczególnie pielęgnacja twarzy to temat ciężki dla większości z nas. Trudno znaleźć kosmetyk, który odpowiadałby nam w 100%. A to coś nas uczuli, a to spowoduje zatkanie porów. Niektóre kosmetyki nie robią kompletnie nic (z dwojga złego wolę takie niż te, o których wspomniałam wcześniej). Czasem uda się trafić na coś co naprawdę współgra z cerą i dziś o takim kosmetyku trochę Wam napiszę. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii na temat olejku arganowego firmy Evree, zapraszam do czytania dalej.


niedziela, 7 grudnia 2014

UPDATE: podstawowa wieczorna pielęgnacja twarzy-zima

Cześć Kochane! :*

Dawno mnie tu nie było, ale mam taki nawał obowiązków, że nie wyrabiam. Co prawda posta mogłabym napisać w nocy, ale nie mam już zapasu zdjęć. Wychodzę-ciemno, wracam-ciemno. Ciężko zrobić zdjęcia po ciemku. Od poniedziałku do niedzieli siedzę w szkole. Na szczęście lubię to co robię ;) Brakuje mi blogowania, jednak muszę skupić się na tych rzeczach, które są dla mnie najważniejsze. Dziś postanowiłam coś naskrobać, przy okazji paru wolnych chwil. Jak widzicie w tytule, będzie to update mojej zimowej wieczornej pielęgnacji twarzy. Pokażę Wam produkty, których używam niemal codziennie. Inne kosmetyki tj. maseczki, peelingi itp. przedstawię Wam innym razem. 

poniedziałek, 13 października 2014

Mleczko micelarne łagodząco-wyciszające (ZIAJA)

Cześć Kochane! ;*

Dziś przychodzę do Was z recenzją kolejnego produktu do demakijażu. Ostatnio pisałam Wam o kiepskim płynie micelarnym z Dermedic, więc dziś pora na coś, co sprawdza się znacznie lepiej. Mam na myśli mleczko micelarne firmy Ziaja. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii na jego temat, zapraszam do czytania :)

poniedziałek, 29 września 2014

Pierwsze wrażenie: seria liście manuka od Ziaji: pasta do głębokiego oczyszczania, tonik, żel do mycia twarzy

Cześć Dziewczyny!

O "liściach manuka" od Ziaji mówią praktycznie wszystkie blogerki. Te produkty podbiły blogosferę w krótkim czasie, więc ja jako osoba lubiąca testowanie nowości, również się na nie skusiłam. W moje ręce wpadły 3 kosmetyki: pasta do głębokiego oczyszczania, żel do mycia twarzy oraz tonik. Jeżeli jeszcze nie przejadło się Wam czytanie o tych kosmetykach, zapraszam do zapoznania się z moją wstępną recenzją na ich temat ;)

niedziela, 14 września 2014

Po co używać TONIKU do twarzy? Jakich produktów ja używam do tonizowania skóry?

Cześć Dziewczyny!

Kilkukrotnie spotkałam się z pytaniem: po co w ogóle używać toniku? Czy taki kosmetyk nie jest przypadkiem zbędny? Jeżeli któraś z Was również zadaje sobie to pytanie, dziś postanowiłam na nie odpowiedzieć. Przy okazji pokażę Wam 4 toniki, które używam i krótko je zrecenzuję. Jeżeli jesteście zainteresowane takim tematem, zapraszam do dalszego czytania ;)

wtorek, 29 lipca 2014

Niezawodna Tołpa: nawilżający krem odprężający, seria hydrativ.

Cześć Dziewczyny!

Ciężko znaleźć krem do twarzy, który będzie odpowiadał wszystkim naszym potrzebom. Testowanie wielu opakowań różnych kremów różnych firm sprawiło, że w końcu trafiłam na taki kosmetyk, który na razie spełnia moje oczekiwania. Jest to nawilżający krem odprężający z serii dermo face, hydrativ firmy Tołpa. 
Krem dostać można w dwóch wersjach: bogatej oraz lekkiej.
Na spotkaniu blogerek otrzymałam paczkę od Tołpy, w której znalazłam ten krem w wersji bogatej. Przeznaczony jest do skóry: wrażliwej, normalnej i suchej, odwodnionej i podrażnionej.


wtorek, 15 lipca 2014

Mój kosmetyczny must have: Savon Noir

Cześć Dziewczyny!

Każda z Was ma pewnie w swoich kosmetycznych zbiorach produkt, który uwielbia i gdy tylko skończy jedno opakowanie biegnie po następne. Ja testuję wiele produktów- jedne z nich lubię, za innymi nie przepadam. Niewiele jest takich, dla których nie potrafię znaleźć już lepszego zamiennika. Jednym z takich produktów jest dla mnie czarne mydło czyli Savon Noir. 


czwartek, 5 czerwca 2014

Ulubieniec wśród peelingów do twarzy- morelowo-orzechowy peeling Soraya So Pretty!

Cześć Dziewczyny!

Peeling do twarzy firmy Soraya, o którym dziś napiszę, pewnie niejednokrotnie widziałyście już na innych blogach. Wiem, że czytanie ciągle o tej samej rzeczy jest trochę męczące, ale o tym produkcie naprawdę warto wspomnieć. Jest to mój ulubiony peeling do twarzy, więc mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto jeszcze o nim nie słyszał, a swoją recenzją zachęcę do jego wypróbowania.


niedziela, 18 maja 2014

Jak podkreślam swoje brwi. Cztery ulubione produkty.

Cześć Dziewczyny! :)

Brwi nadają wyrazu całej twarzy. Warto więc zadbać o ich odpowiednie podkreślenie. Najtrudniejszym krokiem w pielęgnacji brwi jest oczywiście nadanie im odpowiedniego kształtu, dopasowanego do kształtu twarzy. Dziś jednak nie o kształtach brwi, a o produktach, którymi możemy je podkreślić w naturalny sposób. 


Henna

Pierwszym i chyba najpowszechniej stosowanym produktem jest henna. Hennę brwi i rzęs wykonać możemy u kosmetyczki, ale moim zdaniem to zabieg kompletnie nieopłacalny. Jest na tyle łatwy, że każda z nas sama poradzi sobie z jego wykonaniem we własnym domu. Ja "hennuję" swoje brwi od ok. 2 lat ciągle tym samym produktem, a mianowicie brązową henną w kremie firmy Delia Cosmetics. Dostać ją możemy w Rossmannie. Jej cena to ok. 10 zł (często produkt ten można kupić w promocji). Wystarcza na wykonanie kilkunastu "zabiegów". Kilkukrotnie używałam również henny w proszku tej samej firmy (ok. 2 zł, niestety jest jednorazowa, więc by nie zmarnować produktu, którego jest całkiem sporo, wykonuję hennę sobie i mamie :)). Gama kolorystyczna to brąz, czerń i grafit. Wszystkie wyglądają na włoskach naturalnie, nie trzeba mieć obawy o przesadzony efekt używając np. czerni. 


W opakowaniu henny w kremie możemy znaleźć tubkę z kremem koloryzującym, aktywator (3% r-r wody utlenionej) oraz szpatułkę. Przygotowanie jest bardzo łatwe. Wystarczy wymieszać składniki w odpowiednich proporcjach (podanych przez producenta na opakowaniu) i nałożyć na brwi za pomocą dołączonej do opakowania szpatułki bądź patyczka kosmetycznego. Ja swoją hennę mieszam w szklanym słoiczku po zużytym kremie. Zanim nałożę ją na brwi, zabezpieczam skórę wokół nich tłustym kremem lub wazeliną kosmetyczną (dzięki temu skóra nie ulegnie pofarbowaniu). Mieszaninę trzymam na brwiach ok. 5-7 minut, a następnie zmywam letnią wodą. Włoski zyskują ładny brązowy chłodny kolor (absolutnie nie wpada w rudość!). Taki zabieg powtarzam co ok. 2 tygodnie.


Kredka do oczu/brwi

Jako, że moje brwi (a szczególnie prawa brew są trochę przerzedzone i nic nie potrafi sprawić, by w niektórych miejscach pojawiły się włoski), oprócz henny podkreślam brwi cieniem lub kredką. 
Kredka, której obecnie używam to Essential Brightening Eyeliner (rozświetlająca kredka do oczu firmy E.l.f.) w kolorze Coffee (cena ok. 6 zł). Na szczęście nie jest to kredka rozświetlająca jak mówi producent, więc mogę nią bez problemu podkreślać brwi. Jest bardzo miękka, co niestety troszkę utrudnia precyzyjne dorysowanie włosków. 


Cienie do powiek

Na co dzień nie bawię się jednak w podkreślanie brwi kredką (co jest dla mnie dość czasochłonne). Stawiam na cienie. Pewnie nie zdziwi Was więc fakt, że podobnie jak masa dziewczyn kupiłam Color Tattoo od Maybelline w kolorze Permanent Taupe i to właśnie nim podkreślam swoje brwi (+pędzel Hakuro H85). Kolor to brąz z domieszką szarości. Cień utrzymuje się na moich brwiach przez cały dzień. Pędzelek Hakuro H85 umożliwia precyzyjne domalowanie tym cieniem pojedynczych włosków.
Niestety pewnego ranka, gdy spieszyłam się na uczelnię, nie zamknęłam opakowania i cień wysechł( dlatego jest taki "popękany"). Należy więc pilnować, by opakowanie było zawsze dobrze domknięte i nie przechowywać cienia w ciepłym miejscu. Na szczęście mój ukochany Duraline pomógł mi go jako tako odratować. Ten cień możecie kupić w drogeriach stacjonarnych (cena ok.25 zł), bądź internetowych (np. ezebra.pl za ok. 9 zł).


Żel do brwi

Po podkreśleniu brwi cieniem utrwalam je dodatkowo żelem do brwi. Do niedawna używałam żelu firmy Delia Cosmetics, jednak ze względu na kiepską dostępność postanowiłam wypróbować żel do brwi Eveline. Muszę przyznać, że jestem nim mile zaskoczona. Utrzymuje włoski na swoim miejscu bardzo długo. Dodatkowo nadaje im kolor (brązowy) i lekko nabłyszcza. Na pewno świetnie sprawdzi się solo u osób, których brwi nie są "wybrakowane" jak moje i potrzebują jedynie lekkiego "okiełznania" ;)
Żel kupić możecie w drogeriach takich jak: Rossmann, Hebe za ok. 12 zł



A jakimi produktami Wy podkreślacie swoje brwi? Może wcale tego nie robicie? Napiszcie mi w komentarzach ;)

Pozdrawiam :*

niedziela, 13 kwietnia 2014

Moja poranna rutyna-PIELĘGNACJA

Cześć Dziewczyny!

Na moim blogu pojawił się już kiedyś post na temat mojej porannej rutyny makijażowej. Niedługo zrobię jego aktualizację, ponieważ co nieco się pozmieniało. Dziś jednak chciałam Wam pokazać moją poranną rutynę pielęgnacyjną.
Jestem śpiochem, więc rano staram się ograniczyć swoje zabiegi pielęgnacyjne do minimum.



KROK 1- Oczyszczenie.

W tym celu używam naprzemiennie dwóch produktów:


  • pianka do twarzy Sweet Touch (Synergen)- mój ulubiony produkt do mycia buzi. Nie wysusza, nie podrażnia, jest niesamowicie delikatna. Dobrze oczyszcza twarz. Pianka zawiera pantenol, dzięki któremu łagodzi wszelkie podrażnienia. Piękny słodki zapach maliny i marakui budzi mnie do życia :D 
  • gdy potrzebuję głębszego oczyszczenia i dobrego nawilżenia sięgam po micelarny żel nawilżający (bebeauty). Jest on przeznaczony do skóry normalnej, suchej i wrażliwej, jednak przy mojej mieszanej również świetnie się spisuje. Ten żel nadaje się nawet do usunięcia resztek makijażu (przy wieczornej pielęgnacji). Nie szczypie w oczy, nie wywołuje podrażnień. Podobnie jak pianka Sweet Touch, żel zawiera pantenol. Produkt ten prawie wcale się nie pieni przy kontakcie z wodą, ale mimo wszystko jest bardzo wydajny. Zapachem przypomina kosmetyki dla mężczyzn :)
KROK 2- Tonizacja.


Tonik, którego obecnie używam to witaminizowany, bezalkoholowy tonik z Bourjois. Jego głównym plusem jest fakt, że nie zawiera alkoholu, natomiast zawiera pochodne witaminy C (witamina C w kosmetykach wykazuje działanie przeciwrodnikowe, ochronne przed promieniami UV, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, przyspiesza gojenie się ran etc.). Po jego użyciu skóra nie "lepi" się, znika uczucie ściągnięcia, które pojawia się u mnie po umyciu buzi. Zapach toniku jest identyczny jak zapach produktów z serii Healthy Mix od Bourjois- delikatnie brzoskwiniowy. 

KROK 3- Nawilżenie, przygotowanie cery pod makijaż.


Tutaj pojawią się 2 produkty, a mianowicie:

  • matujący krem na dzień z Baikal Herbals. To chyba krem o najlżejszej konsystencji  z jaką miałam do czynienia. Wchłania się w dosłownie w kilka sekund. Na początku daje efekt matowej skóry,jednak już po godzinie moja buzia zaczyna się świecić,gdy mam na twarzy tylko ten krem. Mimo wszystko bardzo go lubię. Jest moją idealną bazą pod makijaż. Podkład wygląda na nim nieskazitelnie, nie roluje się. Krem pachnie intensywnie jaśminem. Wielkim plusem jest opakowanie  pompką- dla mnie to najlepsze i najbardziej higieniczne rozwiązanie.
  • nowość w mojej kosmetyczce czyli przeciwzmarszczkowe serum rozświetlające z serii Metamorphose (Soraya). To produkt typu 3 w 1: rozświetlacz, baza, krem.Serum stosuję w okolice oczu, na czoło i grzbiet nosa. Zostawia na skórze piękną poświatę. Doskonale odbija światło i sprawia, że nawet po nieprzespanej nocy skóra wygląda na zdrową, świeżą. Dobrze nawilża i szybciutko się wchłania. 
KROK 4-Włosy.


Zazwyczaj stawiam na rozpuszczone włosy- w takich najlepiej się czuję. Z włosami nie "bawię" się zbyt długo. Najczęściej w celu ich łatwego rozczesania używam odżywki bez spłukiwania z serii Regeneracja firmy Pilomax. Odżywka nie obciąża włosów, sprawia, że łatwiej się je rozczesuje oraz niweluje puszenie. 
Dodatkowo końcówki zabezpieczam jedwabiem. Najczęściej używam tego z Biosilk. 


Niezbędnym narzędziem do pielęgnacji włosów jest oczywiście szczotka Tangle Teezer. Na początku nie byłam do niej przekonana, nawet żałowałam, że wydałam na nią tyle pieniędzy. Z czasem jednak coraz bardziej się do niej przekonuję :) 



To już cała moja pielęgnacyjna rutyna. A jak wygląda Wasza? :)  Napiszcie mi w komentarzach. 
Pozdrawiam :*

czwartek, 13 marca 2014

Czekoladowa maseczka do twarzy Laura Conti Therapy

Cześć!

Już dawno nie używałam drogeryjnych maseczek. Ostatnio sięgam tylko po glinki. Będąc w Rossmannie na zakupach zobaczyłam maseczkę, o której jest dzisiejszy post i nie mogłam się powstrzymać przed jej zakupem. Szczególnie zachęcił mnie fakt, że maseczka jest czekoladowa, a kosmetyki z dodatkiem czekolady zawsze chętnie próbuję.


Informacje producenta:
Dzięki zastosowaniu unikalnego kompleksu witaminowo - mineralnego z krzemem i żelazem maseczka idealnie wygładza i pielęgnuje skórę. Hamuje procesy wiotczenia cery. Dzięki użytej kompozycji kolagenu z elastyną w sposób zdecydowany wygładza zmarszczki. Działa stymulująco i relaksująco. Dodatek allantoiny i panthenolu wzmacnia właściwości ochronne. Komfort użycia podnosi delikatny czekoladowy zapach. 

źródło: wizaż.pl

Opakowanie:
Maseczka znajduje się w zwyczajnej saszetce. Pojemność to 10 ml. Wzrok przykuwa nienachalna szata graficzna. Na opakowaniu widoczny jest rysunek tabliczki czekolady. Ja jako typowy łasuch nie mogłam nie skusić się na tą maseczkę :)


Kolor/Konsystencja:
Jest to maseczka czekoladowa, więc kolor jest oczywiście brązowy. Konsystencja kremowa, produkt łatwo aplikuje się na twarz.


Zapach:
Maseczka pachnie gorzkim kakao. Zapach nie jest jednak zbyt naturalny. Po pewnym czasie zaczął mnie drażnić.

Cena:
2,99

Dostępność:
drogerie Rossmann


Moja opinia:
Na maseczkę skusiłam się przypadkowo. Zachęcił mnie do niej oczywiście fakt, że jest to maseczka czekoladowa, dotleniająca. Moja cera potrzebowała czegoś kojącego, wyrównującego koloryt, usuwającego oznaki zmęczenia. Produkt kusił także składem: glinka, olej ze słodkich migdałów, kolagen z elastyną itp. 
Po otwarciu zaskoczył mnie zapach-gorzkiego kakao. Niestety z upływem czasu maseczka zaczęła po prostu śmierdzieć. Zapach stawał się coraz bardziej drażniący, sztuczny. Maseczka ma odpowiednią konsystencję, nie spływa z twarzy. Po jej nałożeniu wygląda się dość komicznie, ale to dla mnie nie stanowi wielkiego problemu :) 
Po kilku minutach trzymania produktu na twarzy poczułam lekkie szczypanie. Nie było ono tak uciążliwe, by zmyć maseczkę. Tak jak radzi producent, w czasie trzymania maski na twarzy wykonywałam delikatny masaż. Niestety po 15 minutach, gdy zmyłam maskę na twarzy widoczne były czerwone plamki. Nie zauważyłam praktycznie żadnego nawilżenia. 
Saszetka starczyła mi na 2 użycia. 
Nie jestem zadowolona z efektów, które daje maseczka, a raczej z ich braku (poza szczypaniem i czerwonymi plamami nie zauważyłam zmian). Osobiście nie polecam tego produktu. 

SKŁAD:



  • Aqua
  • Kaolin- glinka biała (porcelanowa). Składnik pochodzenia mineralnego. Zawiera wiele mikroelementów m.in. żelazo, cynk, krzem, glin, magnez, wapń. Idealna dla cery tłustej- wchłania sebum, powoduje ściąganie porów. Wybiela cerę. 
  • Beeswax- wosk pszczeli. Składnik wiążący konsystencję.
  • Glycerin- substancja nawilżająca.
  • Caprylic/Capric Triglyceride- tłusty emolient, może być komedogenny. Mieszanina roślinnych kwasów tłuszczowych (kokosowego, palmowego) zestryfikowanych z gliceryną. Natłuszcza, wygładza. Sprawia, że skóra jest elastyczna i gładka. Powoduje wzrost lepkości kosmetyku. 
  • Stearic Acid- stabilizator emulsji. Składnik konsystencjotwórczy. 
  • Cetearyl Alcohol-tłusty emolient, może spowodować powstawanie zaskórników.Tworzy na powierzchni skóry film, dzięki czemu zmiękcza i wygładza skórę i włosy.
  • Propylene Glycol- nawilża skórę. 
  • Triethanolamine- TEA. Regulator pH kosmetyku. Może spowodować wysuszenie skóry. Potencjalny alergen. 
  • Sweet Almond (Prunus Amygdalus Dulcis) Oil- olej z migdałów. Nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Natłuszcza, nawilża, chroni skórę. 
  • Parfum- kompozycja zapachowa.
  • Phenoxyethanol- substancja konserwująca.
  • Panthenol- substancja nawilżająca. Po przeniknięciu przez skórę przekształca się w kwas pantotenowy. Działa przeciwzapalnie. Pomaga zregenerować naskórek. Nadaje skórze uczucie gładkości. 
  • Soluble Collagen (and) Hydrolyzed Elastin- kolagen i elastyna. Nadają skórze sprężystości, elastyczności. Tworzą na powierzchni skóry delikatną otoczkę, dzięki czemu wygładzają ją.
  • Methylparaben- konserwant.
  • Propylparaben- konserwant. 
  • Allantoin- substancja pochodzenia naturalnego. Występuje w korzeniach niektórych roślin np. soi, fasoli. Działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji naskórka. Pomaga w procesie gojenia się ran. Nawilża, powoduje uczucie gładkości skóry.
  • Disodum EDTA-zwiększa trwałość kosmetyku, zapobiega zmianom barwy oraz konsystencji. Stabilizator. 
  • Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone- konserwanty.
  • Tocopheryl Acetate- hamuje zapalenia, działa leczniczo. Przedłuża ważność emulsji i olejków. 
  • Retinyl Palmitate- wykazuje działanie przeciwstarzeniowe. Odpowiada za wytwarzanie kolagenu. 
  • [+/-] Castor (Ricinus Communis) Seed Oil- nawilża, natłuszcza. 
  • CI 77491- czerwień żelazowa. Czerwonobrunatny pigment. 
  • CI 19140:1- cytrynowożółty barwnik. Mocno alergizujący. Szczególnie nie polecany dla osób nie tolerujących aspiryny. 

wtorek, 28 stycznia 2014

Wieczorna pielęgnacja mojej twarzy-ZIMA

Cześć Dziewczyny!

Kolejny raz przepraszam Was za dość długą nieobecność na blogu. Niestety przez następne 2 tygodnie nadal będę zmuszona pojawiać się tu rzadko. Powodem jest oczywiście sesja. Choć póki co udało mi się być zwolnioną z trzech egzaminów na cztery, to niestety chyba najgorszy z możliwych egzaminów muszę pisać, gdyż nie ma zwolnień z tego przedmiotu :( Muszę się do tego przyłożyć, bo zależy mi bardzo na stypendium :)
Dziś korzystając z paru godzin przerwy zrobiłam trochę zdjęć i postanowiłam coś tutaj napisać. Post nie będzie zbyt ambitny, bo będzie to tylko tak jak widzicie w tytule moja wieczorna pielęgnacja twarzy w okresie zimowym. Zdecydowałam się napisać ten post, bo już kilka razy dostałam od Was prośbę, by taki post się pojawił. 

Oprócz tradycyjnego demakijażu czy mycia buzi żelem, zimą stawiam oczywiście na nawilżenie. Choć moja cera jest mieszana to w okresie zimowym staje się sucha i ziemista. Dodatkowo ciągłe przechodzenie z ciepłego domku na mróz powoduje, że pojawiają się u mnie "naczynka". By troszkę złagodzić ten problem stosują nieco "cięższe" kremy niż latem. Szczególnie takie przeznaczone do cery naczynkowej, które najczęściej zawierają w sobie zielony barwnik redukujący optycznie zaczerwienienia.

By przybliżyć Wam nieco bardziej moja pielęgnację pokażę Wam czego po kolei używam każdego wieczoru:


1. DEMIKIJAŻ- to chyba najważniejsza czynność w codziennej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie, by pójść spać w makijażu (a wiem, że sporo dziewczyn po imprezie czy po prostu męczącym dniu to robi). Ja wykonuję go zawsze płynem micelarnym. Teraz jest to płyn micelarny "białe kwiaty" z Tołpy z serii botanic, który jest niezwykle łagodny, nie podrażnia oczu i bardzo dobrze radzi sobie ze zmyciem makijażu. Oczywiście niezbędne w wykonaniu demakijażu są płatki kosmetyczne. Ja najczęściej używam tych z Biedronki, głównie ze względu na niską cenę i fakt, że się nie rozdwajają.


2. MYCIE TWARZY za pomocą żelu. Ten krok jest bardzo ważny- żel zmywa resztki makijażu, z którymi nie poradził sobie płyn micelarny (a uwierzcie, że takie zawsze się znajdą). Żel Effaclar, którego używam dogłębnie oczyszcza twarz. Do tego "walczy" z nadmiernym wydzielaniem sebum- redukuje jego ilość. Zauważyłam, że po kilkutygodniowym stosowaniu liczba zaskórników na mojej twarzy również została bardzo ograniczona. Żel ten nie wysusza twarzy, nie powoduje uczucia ściągnięcia. 


Dwa razy w tygodniu po oczyszczeniu twarzy żelem, wykonuję peeling twarzy, by pozbyć się zrogowaciałego martwego naskórka. Orzechowo-morelowy peeling z Sorayi to świetny "zdzierak" zawierający w sobie łupinki orzecha- to one są odpowiedzialne za ścieranie naskórka. Nie jest to produkt do wyjątkowych wrażliwców, może trochę podrażnić. Jednak po jego zastosowaniu buzia jest rozjaśniona, gładziutka i lepiej "chłonie" wszelkie mazidła, którymi smarujemy twarz.


3. TONIK- po umyciu twarzy (i ewentualnym peelingu) tonizuję swoją twarz wodą różaną, by przywrócić jej naturalną równowagę (pH). Woda różana oprócz właściwości tonizujących nadaje się też do pielęgnacji cery naczynkowej- redukuje zaczerwienienia. Więcej o niej przeczytacie tutaj


4. NAWILŻENIE OKOLICY OCZU- skóra pod oczami to miejsce na mojej twarzy, które najczęściej ulega przesuszeniu. By temu zapobiec stosuję krem przeznaczony specjalnie do stosowania na te okolice twarzy. Osobiście bardzo lubię kremy z Ziaji, więc pod oczy używam kremu z serii "kozie mleko" przeznaczonego do skóry suchej. Krem bardzo dobrze radzi sobie ze wszelkimi podrażnieniami, głęboko nawilża. Nie uczula. Czasem używam też oleju arganowego.


5. WALKA Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI- w moim przypadku są to głównie podskórne grudki na brodzie. By się ich pozbyć stosuję krem Effaclar Duo LRP. Używam go wyłącznie punktowo na te okolice, w których pojawił się jakiś "nieprzyjaciel", którego chcę się jak najszybciej pozbyć. Effaclar Duo wysusza skórę, więc nie polecam stosowania go na całą twarz. Punktowo sprawdza się znakomicie, bo już po 2-3 dniach wypryski znikają. Może Was zaskoczyć to, że po posmarowaniu podskórnej grudki rano obudzicie się z pryszczem w tym miejscu, ale nie martwcie się, na tym polega oczyszczenie twarzy. Pryszcz zostanie szybciutko wysuszony i zniknie ;)


6. NAWILŻENIE TWARZY- tak jak napisałam we wstępie, w zimowej pielęgnacji stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Obecnie używam kremu regenerującego do cery naczynkowej "phyto aktiv" od Ziaji. Krem ten jest dość "treściwy", jednak stosunkowo szybko się wchłania. Bardzo dobrze nawilża skórę i koi wszelkie podrażnienia spowodowane mrozem. 


7. NIE ZAPOMINAJ O SZYI- o nią także trzeba dbać. Chyba nie raz widziałyście zdjęcia kobiet, które mimo liftingu twarzy mają brzydką, zwiotczałą skórę na szyi. Aby temu zapobiec warto już od początku "dbania o siebie" nawilżać nie tylko twarz, ale też szyję. Można posmarować ją tym samym kremem, który stosujecie na twarz. Ja najczęściej używam kremu, który nie za bardzo polubił się z moją twarzą, ale nie chcę go zmarnować i wyrzucić. W chwili obecnej używam kremu nawilżającego na dzień z Nivei (więcej o nim tutaj). Pamiętajcie, by szyję smarować zawsze w kierunku do góry ;)



8. NOCNA REGENERACJA UST- zimą spierzchnięte usta to codzienność. Warto więc zadbać o nie wieczorem. Wystarczy, że przed snem nałożycie grubą warstewkę ulubionego masełka do ust (lub innego kosmetyku do ust o dość treściwej konsystencji), a rano obudzicie się z cudownie nawilżonymi ustami. Ja używam karmelowego masełka do ust z Nivei. 

A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy zimą? Też stawiacie na nawilżenie? Napiszcie mi w komentarzach :)

Pozdrawiam :*

sobota, 7 grudnia 2013

Lecznicze działanie rdestu czyli krem do skóry trądzikowej- Moraz

Cześć!

Dziś przychodzę do Was z recenzją kremu, o którym zapewne nigdy wcześniej nie słyszałyście (nie znalazłam w sieci żadnej recenzji tego kremu). Mowa tutaj o kremie do twarzy dla skóry trądzikowej z wyciągiem z rdestu, firmy Moraz.


Firma Moraz to firma, jak mniemam, izraelska (wnioskuję to po adresie strony internetowej www.moraz.co.il). Niestety nie jestem tego do końca pewna, ponieważ w internecie widnieje bardzo malutko wzmianek na temat tej firmy. 
Jedyne informacje, które znalazłam to: 

Firma Moraz posiada własne uprawy organiczne rdestu na obszarze Galilei i doliny Jezreel. Unikalne sposoby produkcji ekstraktu z rdestu pozwalają na jego wykorzystanie zarówno w pielęgnacji, jak i leczeniu chorób skóry. 

Krem ten zaciekawił mnie w Superpharmie, tym bardziej, że był w promocji (za ok. 15 zł). Cena standardowa to 39,99 zł. Postanowiłam więc go wypróbować, przede wszystkim dlatego, że nigdy wcześniej o nim nie czytałam/nie słyszałam.



Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę to opakowanie- bardzo proste, w jasnozielonym kolorze, w pełni biodegradowalne. Lubię taką prostotę w kosmetykach. Nie znoszę produktów, które kuszą ładnym, kolorowym opakowaniem,  z mnóstwem obrazeczków i niepotrzebnym tekstem, a poza tą "ładną otoczką" nie mają nic lepszego do zaoferowania (ich działanie jest kiepskie). Tubka z kremem jest zamykana za pomocą zwykłej zakrętki, co nie do końca mi odpowiada- zdecydowanie bardziej wolę kremy z pompką. Pojemność opakowania to 50 ml. 


Krem ten ma bardzo gęstą konsystencję. Jest w lekko żółtym kolorze, widoczne są w nim białe drobinki. Zapach kremu jest dość intensywny, ziołowy. Na początku w ogóle mi nie przeszkadzał, wydawał się nawet całkiem przyjemny, niestety w ostatnim czasie zaczął mnie drażnić. Gdy wieczorem posmaruję nim twarz, rano ją umyję, nałożę inny krem i makijaż, to mimo wszystko nadal wyczuwam ten specyficzny zapach. 



Przez swoją bardzo gęstą, treściwą konsystencję krem ten na pewno nie nadaje się do stosowania na dzień (pod makijaż). Wydaje mi się, że podkład mógłby się na nim wówczas "rolować" (no i dodatkowo ten zapach, którego wolałabym nie czuć cały dzień ;)) Dlatego też używam tego kremu wyłącznie na noc. Wchłania się w miarę szybko, ale pozostawia na skórze delikatny film (jednak nie tłusty).  Cera jest po nim dość miękka i gładka.


Nie nakładam go codziennie, a jedynie wtedy, gdy na mojej twarzy pojawiają się jakieś niechciane niespodzianki. Po kilku dniach stosowania kremu wszelkie krostki znikają (zostają wysuszone). Jednak skóra po takiej kuracji jest lekko przesuszona (mimo zawartości gliceryny) i potrzebne jest jej nawilżenie- wystarczy nałożyć maseczkę nawilżającą i po kłopocie. 
Krem jest bardzo wydajny, wystarczy niewiele, by pokryć nim całą twarz. Mam go już od lipca i zostało mi jeszcze około 25% opakowania. Nie spowodował u mnie powstawania zaskórników- nawet ograniczył ich ilość.  



ANALIZA SKŁADU:
  • Polygonum Multiflorum Root Extract- wyciąg z korzenia rdestu. Kondycjonuje skórę, przywraca jej równowagę. Łagodzi podrażnienia. W medycynie chińskiej używany głównie do pobudzania porostu włosów, zapobiegania ich siwieniu. Rdest to roślina niedoceniana, do tej pory słabo odkryta (mimo swoich cudownych właściwości).
  • Cetyl Alcoholtłusty emolient, komedogenny. Reguluje lepkość produktu. Używany w celu zmętnienia produktu ( aby zapobiegać przenikanie światła). Ułatwia rozprowadzanie emulsji. Działa wygładzająco.
  • Sodium Lauryl Sulfate- znany wszystkim SLS. To tani detergent. Może działać drażniąco na skórę. Działa przede wszystkim pianotwórczo, a także myjąco (w tym wypadku po prostu oczyszczająco).  
  • Glycerin- substancja nawilżająca. Przenika przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu ułatwia transport innych substancji w głąb skóry. Sprawia, że skóra jest miękka i gładka. Zapobiega wysychaniu kosmetyku przy ujściu butelki ( czy innego opakowania). Może działać negatywnie: przy niedostatecznej wilgotności powietrza odciąga wodę ze skóry, powodując przesuszenie naskórka (jest silnie higroskopijna).
  • Isopropyl Myristate-  suchy emolient, może być komedogenny. Zapobiega nadmiernej utracie wody, zmiękcza i wygładza skórę. Daje dobry poślizg przy smarowaniu.
  • PEG-40 Hydrogenated Castol Oil and Sulfur- emulgator i solubilizator ( umożliwia wprowadzenie do roztworu wodnego substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie np. substancji  zapachowych czy wyciągów roślinnych). Sulfur to siarka. Siarka ma działanie przeciwłojotokowe, dlatego świetnie spisuje się w kosmetykach przeznaczonych do skóry młodej, trądzikowej. Dodatkowo odżywia skórę. 
  • Propylene Glycolnawilża skórę. Ułatwia transport innych substancji w głąb skóry (ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka). Zapobiega krystalizacji produktu przy ujściu butelki (lub innego rodzaju opakowania). Bezpieczny do stosowania nawet w 50% stężeniu. 
  • Methylparaben- substancja konserwująca, zapobiega rozwojowi mikroorganizmów w produkcie. Dozwolona do stosowania w ograniczonym stężeniu- max. 0,8%.
  • Propylparaben- patrz Methylparaben. 
  • Fragrance (Parfum)- kompozycja zapachowa.
Jest to chyba pierwszy kosmetyk, w którego składzie nie ma na pierwszym miejscu wody. Głównym składnikiem jest oczywiście wyciąg z korzenia rdestu, który wpływa bardzo pozytywnie na kondycję skóry. Niestety na dalszych miejscach mamy szereg substancji niezbyt pożądanych np. tłuste emolienty, które mogą spowodować powstawanie zaskórników, czy SLS- silny detergent, którego większość z nas stara się unikać jak ognia. Jego obecność na 3 miejscu w składzie bardzo mnie zmartwiła (zapewne, gdybym przeczytała skład już w sklepie, nie kupiłabym tego kremu). Na końcu, tradycyjnie- konserwanty (które moim zdaniem są niezbędne w każdym kosmetyku- by zapobiec przedostawaniu się do produktu bakterii). 

Cena: ok. 4o zł
Dostępność: apteka Superpharm

Ogólnie: Nie wiem czy kupiłabym ten krem ponownie (ze względu na średni skład), jednak nie żałuję że go przetestowałam. Myślę, że firma Moraz zasługuje na trochę większy rozgłos ze względu- bazą wszystkich kosmetyków tej firmy jest rdest- bardzo dobry składnik, który do tej pory nie został doceniony. 
Rdest to roślina bogata w wiele odżywczych związków, witamin, aminokwasów. Przywraca skórze równowagę, odżywia ją, łagodzi podrażnienia. 

Słyszałyście kiedyś o tej firmie? Używałyście kosmetyków z rdestem? Jak Wy radzicie sobie z niespodziankami na twarzy? 
Napiszcie mi w komentarzach ;)

Pozdrawiam:*

poniedziałek, 25 listopada 2013

Woda różana- Dabur.

Witajcie Kochane,

Pewnie wiele z Was słyszało o cudownych właściwościach wody różanej. Niejednokrotnie była ona polecana przez blogerki i vlogerki kosmetyczne, więc przy okazji robienia zakupów "naturalnych" postanowiłam dodać ją do koszyka. Gdy czekałam na przyjście paczki, w której znajdował się ten produkt, wyczytałam, że firma Dabur zmieniła jej skład. Kiedyś jej jedynymi składnikami była woda oraz ekstrakt z róży, teraz jest tego troszkę więcej. Jak się okazało moja woda ma już nowy, zmieniony skład. Niestety nie mam porównania ze starą wersją, ale nie przeszkadza mi to, bo z tą bardzo się polubiłam.


Woda przychodzi do nas w szklanej przezroczystej butelce o pojemności 250 ml.
Mimo, że nie przepadam za zapachem róży w kosmetykach (zazwyczaj jest bardzo słodki i sztuczny) to zapach tej wody bardzo mi się podoba (pachnie jak róże w ogrodzie <3). Nie będę ukrywać, że wodę kupiłam głównie w celu używania jej zamiast toniku. I w tej roli sprawdza się świetnie. Nie cierpię używać normalnych toników, bo zawsze mam po nich nieprzyjemne uczucie ściągnięcia na twarzy. Woda różana tego uczucia nie powoduje. Ładnie oczyszcza twarz i nadaje jej troszkę świeżości. Nie podrażnia, nie powoduje szczypania twarzy. Łagodzi podrażnienia oczu- działa idealnie jako kompres na zmęczone oczy (szczególnie po długiej pracy przed komputerem). Redukuje zaczerwienienia. Skóra przy regularnym stosowaniu staje się napięta i bardzo elastyczna. Woda radzi sobie dobrze ze zmyciem resztek makijażu.
Dodatkowo wody tej używam jako dodatku do maseczek z glinek (zamiast zwykłej wody).


Z tego co czytałam, wody różanej można używać również jako mgiełkę do spryskiwania twarzy i ciała., a także w kuchni m.in. do przygotowywania napojów, mięsa czy deserów. Używana jest również w perfumach.

Teraz pora na analizę składu. Zaraz przekonamy się, czy skład, który teraz proponuje nam Dabur jest rzeczywiście taki zły.



  • Aqua,
  • Propylene Glycol- nawilża skórę. Ułatwia transport innych substancji w głąb skóry (ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka). Zapobiega krystalizacji produktu przy ujściu butelki (lub innego rodzaju opakowania). Bezpieczny do stosowania nawet w 50% stężeniu. 
  • Potassium Sorbate- substancja konserwująca, zapobiega rozwojowi mikroorganizmów w kosmetyku. Dozwolony do stosowania w ograniczonym stężeniu- max. 0,6%.
  • Rose Extract- w połączeniu z wodą wykazuje działanie tonizujące. Oczyszcza i odżywia skórę, niweluje przebarwienia, koi, nawilża. Idealny składnik do pielęgnacji każdego typu cery, nawet bardzo wrażliwej. Łagodzi zmiany trądzikowe, przywraca blask skórze zmęczonej, szarej. Doskonały składnik płukanek do włosów, mgiełek do ciała, perfum i wielu innych.
  • Citric Acid- substancja występująca naturalnie w przyrodzie i w organizmach zwierzęcych. Działa złuszczająco, usuwa przebarwienia.
  • Geraniol- składnik kompozycji zapachowej, główny składnik olejków eterycznych: różanego, cytrynowego, pelargoniowego. Potencjalny alergen. 
Moim zdaniem skład tej wody nadal jest bardzo dobry. Kwas cytrynowy wykazuje działanie złuszczające, więc woda działa dodatkowo lekko peelingująco. Geraniol jest już składnikiem kompletnie niepotrzebnym- nadaje tylko zapach róży (swoją drogą bardzo naturalny), ale dla alergików może stanowić problem (powoduje alergię). Potassium Sorbate to bardzo łagodny konserwant. Moim zdaniem nie ma nic złego w stosowaniu konserwantów- dzięki temu kosmetyki są dłużej ważne i dodatkowo podczas codziennego stosowania nie narażamy ich na "zakażenie" drobnoustrojami. Dlatego nie ma sensu skreślać tej wody ze względu na dodanie do niej kilku składników, które wcale nie wykazują złego działania.
Tak jak pisałam, nie używałam starej wersji wody, z "okrojonym" składem. Wiadomo, że Aqua+Rose Extract to lepszy skład niż ten teraźniejszy z odrobiną chemii, ale mimo wszystko nie jest źle.


Dostępność: sklepy internetowe z kosmetykami naturalnymi oraz ze zdrową żywnością/ mydlarnie (ja kupiłam wodę na www.triny.pl)
Cena: ok. 12 zł
Jeżeli szukacie toniku do twarzy, który nie spowoduje uczucia ściągnięcia, oczyści i nawilży twarz, a przy tym przyjemnie pachnie to jest to produkt dla Was :)
Używałyście wody różanej ze starym składem? Czy według Was jest lepsza od tej wersji? Napiszcie mi w komentarzach :)

Pozdrawiam ;*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...