Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

PEELING DO UST BUBBLEGUM Z LUSH'A | MOJA OPINIA + DIY

Cześć! :)

W poprzednim poście z ulubieńcami roku 2015 pojawił się popularny w blogosferze produkt - peeling do ust o smaku gumy balonowej z Lush'a. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na jego temat i przede wszystkim pokazać Wam jak możecie wykonać ten produkt samodzielnie. Jeżeli jesteście zainteresowani, zachęcam do przeczytania całego wpisu. 

środa, 10 grudnia 2014

Powiew świeżości z miętowym peelingiem Original Source

Cześć Dziewczyny!

Jesień i zima to czas, kiedy większość z nas wybiera kosmetyki o słodkim, korzennym, rozgrzewającym zapachu. Ja również preferuję takie zapachy o tej porze roku, jednak czasem zdarzają się dni, kiedy mam ochotę użyć czegoś orzeźwiającego. Sięgam wtedy po peeling firmy Original Source o cudownym miętowym zapachu. Jeżeli jesteście ciekawe co myślę na jego temat, zapraszam do czytania dalej.

czwartek, 23 października 2014

Orzeźwiający peeling-maska. Spa eco, vitality (TOŁPA)

Cześć Dziewczyny! 

Jesień to czas, gdy wszelkie orzeźwiające kosmetyki idą zwykle w odstawkę, ustępując miejsca tym o bardziej ciepłym i słodkim zapachu. Mimo to, nawet w tak brzydką pogodę jak dziś, czasem mam ochotę powrócić do czegoś orzeźwiającego, co 'postawi mnie na nogi'. Pomaga mi w tym peeling-maska do ciała od Tołpy. Jeżeli jesteście ciekawe jak działa ten produkt, zapraszam do dalszego czytania :)

poniedziałek, 29 września 2014

Pierwsze wrażenie: seria liście manuka od Ziaji: pasta do głębokiego oczyszczania, tonik, żel do mycia twarzy

Cześć Dziewczyny!

O "liściach manuka" od Ziaji mówią praktycznie wszystkie blogerki. Te produkty podbiły blogosferę w krótkim czasie, więc ja jako osoba lubiąca testowanie nowości, również się na nie skusiłam. W moje ręce wpadły 3 kosmetyki: pasta do głębokiego oczyszczania, żel do mycia twarzy oraz tonik. Jeżeli jeszcze nie przejadło się Wam czytanie o tych kosmetykach, zapraszam do zapoznania się z moją wstępną recenzją na ich temat ;)

wtorek, 15 lipca 2014

Mój kosmetyczny must have: Savon Noir

Cześć Dziewczyny!

Każda z Was ma pewnie w swoich kosmetycznych zbiorach produkt, który uwielbia i gdy tylko skończy jedno opakowanie biegnie po następne. Ja testuję wiele produktów- jedne z nich lubię, za innymi nie przepadam. Niewiele jest takich, dla których nie potrafię znaleźć już lepszego zamiennika. Jednym z takich produktów jest dla mnie czarne mydło czyli Savon Noir. 


wtorek, 10 czerwca 2014

Denko kwiecień/maj 2014

Cześć Dziewczyny!

W ostatnim denkowym poście obiecałam sobie, że następne denko będzie znacznie większe. Postanowiłam dokończyć kilka kosmetyków, które bez sensu zajmowały miejsce w łazienkowej szafce. Szczerze mówiąc jestem z siebie dumna, bo rzeczywiście udało mi się zużyć dość sporo kosmetyków. 
Nie przedłużając, zapraszam do oglądania moich zużyć z ostatnich 2 miesięcy.




czwartek, 5 czerwca 2014

Ulubieniec wśród peelingów do twarzy- morelowo-orzechowy peeling Soraya So Pretty!

Cześć Dziewczyny!

Peeling do twarzy firmy Soraya, o którym dziś napiszę, pewnie niejednokrotnie widziałyście już na innych blogach. Wiem, że czytanie ciągle o tej samej rzeczy jest trochę męczące, ale o tym produkcie naprawdę warto wspomnieć. Jest to mój ulubiony peeling do twarzy, więc mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto jeszcze o nim nie słyszał, a swoją recenzją zachęcę do jego wypróbowania.


czwartek, 29 maja 2014

Rajskie jabłko i cynamon- peeling pod prysznic Balea

Cześć Dziewczyny! 

Dziś recenzja pierwszego produktu, który kupiłam w drogerii DM w Czechach. Będzie to "kremowo-olejkowy peeling. rajskie jabłko i cynamon". 
Jest to edycja limitowana i ciężko mi powiedzieć czy można dostać ten produkt w dalszym ciągu w DM, ale na pewno znaleźć go możecie w drogeriach internetowych.


wtorek, 28 stycznia 2014

Wieczorna pielęgnacja mojej twarzy-ZIMA

Cześć Dziewczyny!

Kolejny raz przepraszam Was za dość długą nieobecność na blogu. Niestety przez następne 2 tygodnie nadal będę zmuszona pojawiać się tu rzadko. Powodem jest oczywiście sesja. Choć póki co udało mi się być zwolnioną z trzech egzaminów na cztery, to niestety chyba najgorszy z możliwych egzaminów muszę pisać, gdyż nie ma zwolnień z tego przedmiotu :( Muszę się do tego przyłożyć, bo zależy mi bardzo na stypendium :)
Dziś korzystając z paru godzin przerwy zrobiłam trochę zdjęć i postanowiłam coś tutaj napisać. Post nie będzie zbyt ambitny, bo będzie to tylko tak jak widzicie w tytule moja wieczorna pielęgnacja twarzy w okresie zimowym. Zdecydowałam się napisać ten post, bo już kilka razy dostałam od Was prośbę, by taki post się pojawił. 

Oprócz tradycyjnego demakijażu czy mycia buzi żelem, zimą stawiam oczywiście na nawilżenie. Choć moja cera jest mieszana to w okresie zimowym staje się sucha i ziemista. Dodatkowo ciągłe przechodzenie z ciepłego domku na mróz powoduje, że pojawiają się u mnie "naczynka". By troszkę złagodzić ten problem stosują nieco "cięższe" kremy niż latem. Szczególnie takie przeznaczone do cery naczynkowej, które najczęściej zawierają w sobie zielony barwnik redukujący optycznie zaczerwienienia.

By przybliżyć Wam nieco bardziej moja pielęgnację pokażę Wam czego po kolei używam każdego wieczoru:


1. DEMIKIJAŻ- to chyba najważniejsza czynność w codziennej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie, by pójść spać w makijażu (a wiem, że sporo dziewczyn po imprezie czy po prostu męczącym dniu to robi). Ja wykonuję go zawsze płynem micelarnym. Teraz jest to płyn micelarny "białe kwiaty" z Tołpy z serii botanic, który jest niezwykle łagodny, nie podrażnia oczu i bardzo dobrze radzi sobie ze zmyciem makijażu. Oczywiście niezbędne w wykonaniu demakijażu są płatki kosmetyczne. Ja najczęściej używam tych z Biedronki, głównie ze względu na niską cenę i fakt, że się nie rozdwajają.


2. MYCIE TWARZY za pomocą żelu. Ten krok jest bardzo ważny- żel zmywa resztki makijażu, z którymi nie poradził sobie płyn micelarny (a uwierzcie, że takie zawsze się znajdą). Żel Effaclar, którego używam dogłębnie oczyszcza twarz. Do tego "walczy" z nadmiernym wydzielaniem sebum- redukuje jego ilość. Zauważyłam, że po kilkutygodniowym stosowaniu liczba zaskórników na mojej twarzy również została bardzo ograniczona. Żel ten nie wysusza twarzy, nie powoduje uczucia ściągnięcia. 


Dwa razy w tygodniu po oczyszczeniu twarzy żelem, wykonuję peeling twarzy, by pozbyć się zrogowaciałego martwego naskórka. Orzechowo-morelowy peeling z Sorayi to świetny "zdzierak" zawierający w sobie łupinki orzecha- to one są odpowiedzialne za ścieranie naskórka. Nie jest to produkt do wyjątkowych wrażliwców, może trochę podrażnić. Jednak po jego zastosowaniu buzia jest rozjaśniona, gładziutka i lepiej "chłonie" wszelkie mazidła, którymi smarujemy twarz.


3. TONIK- po umyciu twarzy (i ewentualnym peelingu) tonizuję swoją twarz wodą różaną, by przywrócić jej naturalną równowagę (pH). Woda różana oprócz właściwości tonizujących nadaje się też do pielęgnacji cery naczynkowej- redukuje zaczerwienienia. Więcej o niej przeczytacie tutaj


4. NAWILŻENIE OKOLICY OCZU- skóra pod oczami to miejsce na mojej twarzy, które najczęściej ulega przesuszeniu. By temu zapobiec stosuję krem przeznaczony specjalnie do stosowania na te okolice twarzy. Osobiście bardzo lubię kremy z Ziaji, więc pod oczy używam kremu z serii "kozie mleko" przeznaczonego do skóry suchej. Krem bardzo dobrze radzi sobie ze wszelkimi podrażnieniami, głęboko nawilża. Nie uczula. Czasem używam też oleju arganowego.


5. WALKA Z NIEDOSKONAŁOŚCIAMI- w moim przypadku są to głównie podskórne grudki na brodzie. By się ich pozbyć stosuję krem Effaclar Duo LRP. Używam go wyłącznie punktowo na te okolice, w których pojawił się jakiś "nieprzyjaciel", którego chcę się jak najszybciej pozbyć. Effaclar Duo wysusza skórę, więc nie polecam stosowania go na całą twarz. Punktowo sprawdza się znakomicie, bo już po 2-3 dniach wypryski znikają. Może Was zaskoczyć to, że po posmarowaniu podskórnej grudki rano obudzicie się z pryszczem w tym miejscu, ale nie martwcie się, na tym polega oczyszczenie twarzy. Pryszcz zostanie szybciutko wysuszony i zniknie ;)


6. NAWILŻENIE TWARZY- tak jak napisałam we wstępie, w zimowej pielęgnacji stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Obecnie używam kremu regenerującego do cery naczynkowej "phyto aktiv" od Ziaji. Krem ten jest dość "treściwy", jednak stosunkowo szybko się wchłania. Bardzo dobrze nawilża skórę i koi wszelkie podrażnienia spowodowane mrozem. 


7. NIE ZAPOMINAJ O SZYI- o nią także trzeba dbać. Chyba nie raz widziałyście zdjęcia kobiet, które mimo liftingu twarzy mają brzydką, zwiotczałą skórę na szyi. Aby temu zapobiec warto już od początku "dbania o siebie" nawilżać nie tylko twarz, ale też szyję. Można posmarować ją tym samym kremem, który stosujecie na twarz. Ja najczęściej używam kremu, który nie za bardzo polubił się z moją twarzą, ale nie chcę go zmarnować i wyrzucić. W chwili obecnej używam kremu nawilżającego na dzień z Nivei (więcej o nim tutaj). Pamiętajcie, by szyję smarować zawsze w kierunku do góry ;)



8. NOCNA REGENERACJA UST- zimą spierzchnięte usta to codzienność. Warto więc zadbać o nie wieczorem. Wystarczy, że przed snem nałożycie grubą warstewkę ulubionego masełka do ust (lub innego kosmetyku do ust o dość treściwej konsystencji), a rano obudzicie się z cudownie nawilżonymi ustami. Ja używam karmelowego masełka do ust z Nivei. 

A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy zimą? Też stawiacie na nawilżenie? Napiszcie mi w komentarzach :)

Pozdrawiam :*

piątek, 3 stycznia 2014

Tanie dbanie o stopy czyli peeling do stóp złuszczający z BeBeauty (BUBEL)

Cześć!

Zima to czas, gdy nasze stopy są często spękane, suche. Ciągłe chodzenie w ciepłych skarpetkach i butach powoduje, że czasem po prostu nie chce nam się zadbać o wygląd naszych stóp. Gdy wiosną nadchodzi czas pokazywania odsłoniętych stóp często orientujemy się, że wyglądają one po prostu brzydko. Warto więc dbać o nie przez cały rok. Świetnym sposobem na zadbane stópki jest wykonywanie peelingu. Niestety produkt, o którym dziś Wam napiszę nie pomoże nam w walce ze zrogowaciałym naskórkiem. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego to zapraszam do dalszego czytania :)


 Produkt, o którym mowa to nic innego jak biedronkowy peeling złuszczający do stóp. Znajduje się on w białej tubce z zamknięciem typu "klik", z której bez problemu możemy wydobyć produkt. Opakowanie samo w sobie jest bardzo ładne- z czerwonymi i srebrnymi akcentami. Pojemność opakowania to 75 ml
Sam peeling jest koloru białego z niebieskimi drobinkami ścierającymi. Ma dość rzadką jak na peeling konsystencję przez co jest niestety niewydajny. 


Peeling zawiera naturalne kwasy owocowe AHA, które wspomagają złuszczanie martwego naskórka, dzięki czemu wygładzają skórę. Drobinkami ścierającymi w tym peelingu jest naturalny pumeks. Według producenta posiada on właściwości silnie ścierające, ja uważam jednak, że drobinki te wcale nie spełniają się w tej roli. Co prawda są dość spore, ale jest ich bardzo mało i nie są ostre, co powoduje, że produkt ten prawie wcale nie ma właściwości peelingujących. 


Moje stopy nie potrzebują nie wiadomo jak mocno zdzierającego peelingu, bo regularnie o nie dbam, ale uwierzcie mi, że ten produkt niestety nie robi z nimi nic. Gdy go używam, mam wrażenie jakbym myła stopy zwykłym żelem pod prysznic. Do tego średnio pachnącym- zapach jest cytrusowy, ale bardzo chemiczny, wręcz mdlący. 



Nawilżenie stóp także jest znikome (mimo wielu substancji nawilżających obecnych w składzie tego kosmetyku). Wychodzi więc na to, że używanie tego produktu jest zbędne, bo stopy wyglądają po jego zastosowaniu tak jak przed. Dużo lepszym kosmetykiem do peelingowania stóp okazał się nawet zwykły żel peelingujący firmy Joanna ;) 


Produkt stosuję 2 razy w tygodniu i na szczęście powoli zmierzam ku końcowi opakowania. Na pewno nigdy więcej nie wpadnie do mojego koszyka w Biedronce ;)

Teraz przeanalizujmy jego skład:


  • Aqua
  • Paraffinum Liquidum-biały olej mineralny. Nie przenika przez naskórek. Może być komedogenny. Tworzy na powierzchni skóry tłusty film, zapobiegający nadmiernej utracie wody, dzięki czemu skóra staje się gładka i miękka. Nadaje połysk, wykazuje działanie regenerujące. 
  • Cetearyl Alcohol- tłusty emolient. Tworzy na powierzchni skóry film, dzięki czemu zmiękcza i wygładza skórę.
  • Glycerin- substancja nawilżająca. Sprawia, że skóra jest miękka i gładka. Może działać negatywnie: przy niedostatecznej wilgotności powietrza odciąga wodę ze skóry, powodując przesuszenie naskórka (jest silnie higroskopijna).
  • Polyethylene- substancja ścierająca
  • Stearic Acid- stabilizator emulsji. Składnik konsystencjotwórczy. 
  • Glyceryl Stearate- zmiękczacz. U osób wrażliwych może spowodować podrażnienia
  • PEG-100 Stearate- emulgator. Tworzy na powierzchni skóry film (działa nawilżająco).
  • Alcohol Denat.- środek rozpuszczający dla innych substancji. Działa tonizująco, odświeżająco i oczyszczająco. Jego nadmierna ilość może wysuszać skórę. 
  • Ceteareth-20- subtancja myjąca. Usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry. 
  • Passiflora Quadrangularis Extract- wyciąg z passiflory (męczennicy cielistej)- nawilża, działa kojąco na skórę, łagodzi wszelkie podrażnienia. 
  • Citrus Medica Limonum Extract- ekstrakt z cytryny. Złuszcza zrogowaciały naskórek.
  • Phenoxyethanol- substancja konserwująca, zapobiegająca rozwojowi mikroorganizmów w produkcie. 
  • Methylparaben- jak wyżej.
  • Ethylparaben- jak wyżej.
  • Propylparaben- jak wyżej. 
  • Pumice- pumeks. Usuwa martwy, zrogowaciały naskórek. Wygładza skórę. 
  • Magnesium Sulfate- stabilizator emulsji. 
  • Petrolatum- pochodna ropy naftowej. Emolient- zmiękcza i wygładza skórę. 
  • PEG-75 Lanolin- Regulator pH kosmetyku. Emolient- zmiękcza i wygładza skórę. 
  • Triethanolamine-TEA. Regulator pH kosmetyku. Może spowodować wysuszenie skóry. Potencjalny alergen. 
  • DMDM Hydantoin- substancja konserwująca, uniemożliwia rozwój mikroorganizmów niszczących kosmetyk. 
  • Parfum- kompozycja zapachowa.
  • Salicylic Acid- działa złuszczająco i oczyszczająco. Konserwant. Dozwolony w stężeniu nie przekraczającym 0,5 %. Wywołuje podrażnienia skóry.
  • Allantoin- substancja pochodzenia naturalnego. Występuje w korzeniach niektórych roślin np. soi, fasoli. Działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji naskórka. Pomaga w procesie gojenia się ran. Nawilża, powoduje uczucie gładkości skóry.
  • PEG-8- humektant. Substancja bardzo dobrze nawilżająca i kondycjonująca skórę.  
  • Tocopherol- witamina E-antyutleniacz- hamuje procesy starzenia skóry. Zapobiega powstawaniu podrażnień i nadmiernej utracie wody ze skóry. Nawilża skórę i poprawia jej ukrwienie. 
  • Ascorbyl Palmitate- zmniejsza zaczerwienienia skóry. Spowalnia procesy starzenia (antyutleniacz). Działa złuszczająco.
  • Ascorbic Acid- witamina C. Antyutleniacz, spowalnia procesy starzenia się skóry. Działa złuszczająco, przeciwzapalnie. Jest prawie całkowicie regenerowana.
  • Citric Acid- substancja występująca naturalnie w przyrodzie i w organizmach zwierzęcych. Działa złuszczająco, usuwa przebarwienia.
  • Butylphenyl Methylpropional- składnik kompozycji zapachowej. 
  • Citral- Składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach cytryny. Potencjalny alergen.
  • Citronellol- składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach róży i geranium. Potencjalny alergen. 
  • Hexyl Cinnamal- substancja zapachowa, imituje zapach jaśminu. Potencjalny alergen. 
  • Limonene- składnik kompozycji zapachowej, imituje zapach skórki cytryny. Potencjalny alergen. 
  • Linalool- substancja zapachowa, imituje zapach konwalii.  Potencjalny alergen. 
Jak widzicie, skład tego produktu jest bardzo średni. Substancje złuszczające, zdałoby się najważniejsze w produkcie peelingującym, umieszczone są gdzieś na szarym końcu składu (wyjątek stanowi polietylen czy ekstrakt z cytryny). Do tego mnóstwo substancji zapachowych (większość z nich dodatkowo umieszczona jest na liście potencjalnych alergenów), które w połączeniu ze sobą dają brzydki, niby cytrusowy, ale mdły mydlany zapach. W peelingu znajduje się kilka substancji godnych uwagi- np. ekstrakt z passiflory, cytryny, witamina C czy E. Niestety całościowo skład ten mi nie pasuje. 

Dostępność: Biedronka
Cena: ok. 3 zł


Ogólnie: Peeling do stóp Bebeauty to według mnie kosmetyk zbędny. Kosztuje tylko 3 zł, więc nie można od niego wiele wymagać. Wydaje mi się jednak, że warto dołożyć troszkę pieniążków i kupić coś znacznie porządniejszego niż coś, co nie robi ze stopami kompletnie nic. Ze względu na obecność niewielu drobinek ścierających produkt ten prawie wcale nie radzi sobie ze zdarciem martwego naskórka i wygładzeniem stóp. Nawilża bardzo słabo. Na pewno nie jest to produkt, który pomoże nam w walce o piękne stopy. Znacznie lepiej sprawdzi się peeling zrobiony własnoręcznie np. cukrowy, kawowy czy solny, a następnie wsmarowanie w stopy ulubionego kremu (może to być także krem do rąk ;)). Ja osobiście polecam ten krem: KLIK

A Wy lubicie ten peeling? Jak dbacie o swoje stopy w okresie zimowym? :)

Pozdrawiam :*

piątek, 27 grudnia 2013

Wigilijna przesyłka od Tołpy

Cześć Dziewczyny!

Jak tam po świętach? Ja powiem Wam szczerze, że jakoś w tym roku nie czułam tego świątecznego klimatu. Może to brak śniegu, a może fakt, że jestem coraz starsza i coraz mniej przeżywam takie "wzniosłe" chwile. Jedyną radością dla mnie jest teraz możliwość długiego odpoczynku. Mogę się troszkę odstresować, odetchnąć, bo niedługo sesja i znów mnóstwo nauki i kompletny brak czasu. Przechodząc jednak do rzeczy. Jak wiecie, brałam udział w spotkaniu śląskich bloggerek w moim mieście- Rybniku. Firma Tołpa była jednym ze sponsorów tego spotkania, niestety paczuszki nie dotarły na spotkanie. Dlatego też zostały one wysłane każdej uczestniczce spotkania do domu. Bardzo długo czekałyśmy się na te paczki. Szczerze mówiąc ja myślałam, że już ich nie dostaniemy, aż tu nagle w Wigilię z samego rana przyjechał kurier. Bardzo się ucieszyłam, gdy odebrałam paczuszkę. A gdy zobaczyłam co znajduje się w środku, byłam już w pełnej euforii! ;) 
Same zobaczcie co kryło się w paczce od Tołpy:


I po kolei:


  • nawilżający żel pod prysznic - seria botanic
  • delikatny płyn micelarny - seria botanic
 


  •  orzeźwiający peeling-maska z serii spa eco




  •  odprężający krem-serum do masażu z serii spa eco




  •  łagodzący krem wzmacniający do cery naczynkowej- seria dermo face
  • nawilżający krem odprężający- eliminuje oznaki stresu- seria dermo face




  •  ujędrniające serum liftingujące- seria dermo body
  • ekspresowe serum antycellulitowe 14 dni- seria dermo body




  • próbki: 2xłagodzący koncentrat wzmacniający do cery naczynkowej, 2x s.o.s. ochronny krem sportowy dla mężczyzn oraz odżywczy krem regenerujący
Używałyście któryś z tych produktów? Który kosmetyk Was najbardziej zainteresował? Ja sama nie wiem od czego mam zacząć testy. Na razie używałam tylko krem-serum do masażu, które pięknie pachnie i rzeczywiście działa odprężająco i kojąco na zmysły ;)

Pozdrawiam Was serdecznie ;*

czwartek, 7 listopada 2013

Mikrodermabrazja w domowym zaciszu.

Cześć dziewczyny!

Dziś post "naturalny". Jego głównym bohaterem będzie korund mikrokrystaliczny, który przeznaczony jest do wykonywania zabiegu mikrodermabrazji w gabinetach kosmetycznych.
 

Co to właściwie jest korund? To nic innego jak tlenek glinu (Al2O3),a właściwie jego najtrwalsza odmiana (alfa). To biały proszek, nierozpuszczalny w wodzie, o dobrych właściwościach chłonnych. Charakteryzuje go wysoka czystość chemiczna. Dzięki swoim właściwościom silnie ścierającym, stosuje się go w kosmetyce jako peeling mechaniczny. W gabinecie kosmetycznym peeling taki (zwany mikrodermabrazją) wykonuje się pod zmniejszonym ciśnieniem poprzez równomierne rozpylenie kryształków korundu na twarz.
Dzięki takiemu zabiegowi zostaje usunięty martwy naskórek i dochodzi do naturalnej odbudowy skóry. W wyniku usunięcia warstwy rogowej naskórka, skóra staje się gładka, rozjaśniona. Zmiany dotyczą jednak nie tylko warstwy rogowej, ale także skóry właściwej- dzięki regularnie wykonywanemu zabiegowi, zwiększamy syntezę kolagenu w skórze (a więc "odmładzamy" naszą skórę). Taki peeling bardzo dobrze pobudza również mikrokrążenie.
Wiadomo, że peeling jest niezwykle istotną czynnością, gdy chcemy, by wszystkie preparaty, których używamy na twarz (kremy, sera i inne) lepiej działały. Dzięki dogłębnemu oczyszczeniu skóry, działanie tych preparatów jest znacznie lepsze. Warto więc regularnie wykonywać peeling.

Mikrodermabrazja jest szczególnie polecana osobom mającym problem z:

  • rozszerzonymi porami,
  • łojotokiem,
  • bliznami potrądzikowymi,
  • skórą wiotczejącą,
  • płytkimi zmarszczkami,
  • zaskórnikami,
  • przebarwieniami,
  • i wiele, wiele innych.
Przeciwwskazaniem do wykonania zabiegu może być:
  • trądzik różowaty,
  • zapalenia bakteryjne, wirusowe,
  • ropny trądzik,
  • tendencja do pękania naczyń krwionośnych,
  • stosowanie niektórych leków zakrzepowych.

Obecnie coraz więcej sklepów internetowych, zajmujących się sprzedażą kosmetyków naturalnych posiada w swojej ofercie korund. Bardzo cieszy mnie ten fakt, bo pozwala on na wykonanie sobie w domu zabiegu na wzór mikrodermabrazji, za niewielkie pieniądze i w krótkim czasie.
Wykonując zabieg w zaciszu domowym, korund możemy zmieszać z olejkiem, kwasem hialuronowym, żelem do mycia twarzy czy ciała. Ja najczęściej mieszam go z pianką do mycia twarzy Synergen, albo żelem BeBeauty. Niewielką ilość proszku wysypuję na dłoń, "zalewam" żelem, mieszam (a raczej "rozcieram" w dłoniach) i myję nim twarz. Mimo, że proszek ten wygląda na bardzo drobniutko zmielony, na twarzy można wyczuć, że tak naprawdę są to dość ostre kryształki. Korund bardzo mocno ściera naskórek, oczyszcza twarz. Myślę, że dla osób o bardziej wrażliwej cerze może to być troszeczkę za mocny "zdzierak", ale mnie akurat bardzo pasuje. Efekty można zauważyć od razu po wykonaniu peelingu. Twarz jest bardzo gładka, dogłębnie oczyszczona i jaśniejsza. Korund dość ciężko w całości zmyć z twarzy, bo drobny pyłek wnika właściwie w każdą mniejszą "szparkę". Wystarczy kilka razy dokładnie przemyć twarz wodą i problem znika. 


Szczerze mówiąc, tak dobrego efektu (genialne oczyszczenie twarzy) nie dał mi jeszcze żaden inny peeling. Używam go raz w tygodniu. Twarz nie jest po nim zaczerwieniona. Korund nie uczula, ponieważ jest to substancja obojętna dla skóry. 
Ja swój korund kupiłam na stronie ukrytewslowach.pl, gdzie za 100 g paczuszkę zapłaciłam 5 zł (od jutra od godziny 15:00 obowiązuje rabat w tym sklepie- wszystkie produkty dostaniecie 15% taniej).
Jeżeli szukacie peelingu idealnego i nie boicie się mocnego tarcia to polecam Wam ten produkt. 


Używałyście kiedyś korundu? Jaki inny peeling do twarzy możecie polecić?
Pozdrawiam ;*

wtorek, 10 września 2013

Urodzinowe nowości kosmetyczne

Cześć dziewczyny!

Na początku chciałabym Was przeprosić za tak długą nieobecność. Była ona spowodowana wyjazdowym weselem, więc nie miałam możliwości korzystania z komputera. Jako, że w dzień tego wesela miałam też swoje święto- 20 urodziny, chciałabym Wam dziś pokazać kilka prezentów, które otrzymałam z tej okazji, a także parę innych nowości. 

Jeśli czytaliście post "wielki wakacyjny haul kosmetyczny" (klik) wiecie już, że dawno temu dostałam część prezentu od mojego chłopaka- a mianowicie pędzle Hakuro. Okazało się jednak, że to nie koniec prezentów, czym baaaardzo mnie zaskoczył. Dostałam jeszcze: 

  • płyn Duraline- Inglot
  • okrągły wkład do paletki nr 351- idealny matowy cień, doskonały do stosowania pod łuk brwiowy.
Powyższe rzeczy wybrałam sobie sama. Musiałam Wam także pokazać torebkę, w którą Pani z Inglota zapakowała zakupy. Czyż ona nie jest przesłodka? :D 
Myślałam, że to koniec prezentów, kiedy w dzień urodzin dostałam jeszcze jedną niespodziankę, a mianowicie:


  • maska Rosyjska Bania- Wzmacniająca Korzenie Włosów- kefir i razowy czarny chleb
  • glinka czarna z Morza Martwego
  • książka "Chemia Kosmetyków"- Alicja Marzec
Nie spodziewałam się, że facet potrafi kupić sam z własnej nieprzymuszonej woli takie rzeczy :D Oprócz tego wśród prezentów znalazły się też buty, ale to blog kosmetyczny, więc nie będę ich tutaj pokazywać :).
Teraz troszkę prywaty: jeszcze raz chciałabym bardzo podziękować mojemu Ukochanemu za tyle cudownych prezentów i za to, że jest moim najwierniejszym czytelnikiem :* 

Kolejne wrześniowe nowości to moje małe zakupy z Hebe:


  • płyn micelarny dermo face physio (TOŁPA). Idealnie zmywa makijaż, nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Niestety podczas wyjazdu weselnego ponad połowa tego płynu wylała mi się w kosmetyczce. Kupiłam go za 13,99 zł. Cena regularna to ok. 25 zł- dość sporo, ale na pewno kiedyś jeszcze po niego sięgnę. 
  • Big&Beautiful Lovely Doll eye opening mascara (ASTOR). Na razie testuję ten produkt, ale jego recenzja na pewno pojawi się na blogu. Cena- 19,99 zł. Cena regularna- ok. 30 zł.
  • Stay with me- błyszczyk (ESSENCE) w kolorze 07- kiss kiss kiss. Piękna wyrazista czerwień, długo utrzymująca się na ustach. Kupiony za 3,99 zł. Cena regularna to ok. 10 zł.
Ostatnie nowe kosmetyki to wygrana w rozdaniu na blogu u Wercia Kurka


  • podkład- Make Up Advanced Foundation w kolorze Beige Nude,
  • baza pod cienie- testowana na weselu. Utrzymała cienie w doskonałym stanie od godziny 10 do samego rana :)
  • spiekany róż do policzków w kolorze Blooming Rose,
  • peeling solny o zapachu werbeny.
Jak widzicie wszystkie te kosmetyki to produkty firmy FM Group. Na razie przetestowałam tylko bazę, która jest doskonała, więc tego samego spodziewam się po reszcie kosmetyków ;) 

To już wszystkie moje nowości. Mam nadzieję, że nie nudzą Was posty tego typu :) Miałyście któryś z tych produktów? Jeśli tak to jak się u Was spisał? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach.  Jutro będę starała się przeczytać wszystkie zaległe posty na Waszych blogach :)

P.S. Jak widzicie, zmieniłam troszkę wygląd bloga. Podoba Wam się taka wersja? :)

sobota, 31 sierpnia 2013

Moja opinia: Peeling cukrowy Green Pharmacy

Cześć dziewczyny!


Tak jak pisałam w poprzednim poście, dziś mam dla Was krótką recenzję peelingu cukrowego z Green Pharmacy. Znalazłam go w czerwcowym Shinyboxie i na początku bardzo się ucieszyłam, bo do tej pory używałam tylko peelingów z Joanny. Niestety trafiłam na zapach: róża piżmowa i zielona herbata, którego bym w życiu sama nie kupiła. Po prostu nie znoszę zapachu róży w kosmetykach. Ten w dodatku jest strasznie intensywny. Ale przecież nie zapach jest najważniejszy w kosmetyku, a działanie, więc mimo wszystko zaczęłam go używać.




Firma Green Pharmacy produkuje kosmetyki, które mają składy dość dobre, w miarę  naturalne- peeling pozbawiony jest parabenów, silkionów, SLS'ów oraz SLES'ów, co przemawia zdecydowanie na plus tego produktu. Ładnie ściera martwy naskórek, nie podrażnia, całkiem dobrze oczyszcza. Pojemność to 300 ml, więc całkiem sporo, ale na wykonanie peelingu całego ciała starcza tylko na ok. 6-8 razy, więc nie jest  zbyt wydajny


Bardzo zmartwiła mnie jednak obecność parafiny- na drugim miejscu w składzie (!). Jak wiadomo ma ona działanie komedogenne. Składnik ten nigdy nie dał mi się we znaki ta jak w przypadku tego peelingu. Zauważyłam po jego kilkukrotnym użyciu sporo zaskórników, nawet na udach. Dodatkowo peeling ten pozostawia strasznie tłusty, nieprzyjemny film na skórze, czego bardzo nie lubię.


Konsystencja jest dość "zbita", peeling nie wylewa się z opakowania. Kryształki cukru bardzo dobrze się rozpuszczają.
Samo opakowanie wygląda bardzo ładnie, estetycznie. Szata graficzna na opakowaniu jest przejrzysta i zachęca konsumentów do sięgnięcia po ten produkt. Peeling zabezpieczony jest folią, więc nie ma obawy o to, że ktoś "maczał w tym palce" xD 

Cena tego produktu to ok. 16 zł. Znajdziecie go w większości drogerii (Hebe, Rossmann, Natura).


Czy ponownie kupiłabym ten produkt? Zdecydowanie nie (miałam problem by zużyć to opakowanie). Niestety w moim odczuciu peeling ten ma więcej wad niż zalet, ale mimo wszystko cieszę się, że go wypróbowałam i mogłam podzielić się z Wami swoimi odczuciami ;)

A czy Wy używałyście tego peelingu? Co sądzicie o produktach tej marki, lubicie? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach ;)


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

(bardzo) Spóźnieni ulubieńcy lipca

Już 1/3 sierpnia za nami, a ja dopiero dziś przychodzę do Was ze swoimi ulubieńcami minionego miesiąca. Jako, że jest to mój pierwszy post kosmetyczny, pojawiły się niewielkie problemy natury technicznej, które spowodowały opóźnienie mojego debiutu. Mam jednak nadzieję, że od dziś uda mi się wstawiać posty regularnie.
Lipiec to miesiąc, który upłynął mi pod znakiem błogiego lenistwa i długo wyczekiwanych wakacji. Z powodu wysokiej temperatury, na mojej twarzy rzadko pojawiał się makijaż, dlatego też większość z przedstawionych poniżej rzeczy (których jest swoją drogą i tak niewiele) to kosmetyki pielęgnacyjne.
Ale dosyć już wstępu, przejdźmy do rzeczy.


                                                    























Tylko (albo aż) 7 kosmetyków zasłużyło na miano ulubieńców minionego miesiąca. Pierwszym z nich jest dobrze znana i lubiana Maybelline the Colossal Volum' Express Mascara. Znalazłam ją na 50% promocji podczas likwidacji jednej z moich ulubionych okolicznych drogerii. Okazało się, że jej zakup był strzałem w dziesiątkę. Mascara ta ma intensywny czarny kolor, doskonale podkręca rzęsy, rozczesuje je i lekko pogrubia. Łatwo się zmywa (nie jest wodoodporna), co mnie osobiście cieszy. Świetnie radzi sobie jako tusz na co dzień. Dla mnie jest produktem, który mogę polecić Wam z czystym sumieniem. Cena w regularnej sprzedaży to ok. 30 zł. Posiadaczki karty LifeStyle z Superpharm mogą kupić ją teraz w promocji za 17,99 zł.

Następną rzeczą jest rękawica do peelingu zakupiona na wakacjach w Turcji za "śmieszne pieniądze"-ok.4 zł. Okazała się ona najlepszą myjką/rękawicą jaką w życiu miałam (pobija nawet moją do niedawna ukochaną rękawicę sizalową). Delikatnie peelinguje ciało, pozostawiając skórę gładką i przyjemną w dotyku. Używam jej codziennie i nie wyobrażam sobie już kąpieli bez tego "gadżetu". Wykonana w 100% z bawełny. Żałuję, że kupiłam tylko jedną. Jak można zauważyć na opakowaniu, jest to rękawica do tzw. hamamu (łaźnia turecka). Używanie jej pobudza krążenie krwi w organizmie, ułatwia walkę z cellulitem itp.












                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                             Odkryciem minionego miesiąca były 2 rzeczy. Pierwsza z nich to maseczka rozświetlająca Rival de Loop
z ekstraktem z ogórka. Wrzuciłam ją do koszyczka w Rossmannie bez większego namysłu. Potrzebowałam czegoś, co nawilży moją twarz po długotrwałym przebywaniu na słońcu, a cena tej maseczki bardzo mnie skusiła. Opakowanie składa się z 2 oddzielnych saszetek i zapłacić za nie trzeba niecałe 2 zł. Mimo niskiej ceny, maseczka ta naprawdę jest niezła. Dobrze nawilżyła moją cerę. Rozświetlenia nie zauważyłam, ale to nie było dla mnie priorytetem. Maska jest wydajna, mimo, że opakowanie podzielone jest na 2 części, mnie wystarcza na 4 razy-na twarz, szyję i dekolt.
Drugim, również rossmanowskim produktem jest szampon do włosów Alterra Glanz Shampoo Aprikose & Weizen, w którym się wprost zakochałam. Jest to pierwszy szampon, po którego użyciu, nawet bez zastosowania odżywki, moje włosy można bez problemu rozczesać (co jest nie lada wyczynem, przy włosach sięgających prawie pośladków). Szampon ten znakomicie oczyszcza włosy, co jest oczywiście najważniejsze w tego typu produktach. Dodatkowo pachnie on wprost nieziemsko- zapach ten kojarzy mi się z Delicjami, które uwielbiam <3. Cena to ok.10 zł za 200 ml. Ja kupiłam swój w promocji za ok. 6,50 zł.












                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Teraz pora na 2 produkty do ust. Jeden z nich to produkt, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Jest to mój ulubieniec nie tylko lipcowy, ale wręcz całoroczny. Mowa tutaj o Nivea Lip Butter o smaku karmelowym. Masełko to doskonale radzi sobie nawet z najbardziej spierzchniętymi ustami, mocno je nawilżając. Ja stosuję je przede wszystkim na noc (nakładam dość grubą warstwę). Rano budzę się z zdrowo wyglądającymi ustami, bez suchych skórek. Jedynym minusem jest opakowanie. Produkt trzeba nakładać palcem, co nie jest zbyt higieniczne. Cena to ok. 10 zł. Masełko to można znaleźć prawie w każdej drogerii- Natura, Superpharm, Rossmann, Hebe
i w innych.

Drugim produktem do ust jest pomadka Elf Essential Lipstick w pięknym fuksjowym kolorze (Flirtatious). Jest to jedna z 4 pomadek z tej serii, które można znaleźć w mojej kosmetyczce. Ta stała się ulubieńcem ze względu na swój idealny kolor, wpisujący się świetnie w letnie klimaty. Fuksja na ustach ożywia całą twarz i "robi" cały makijaż. Mój niezbędnik jeżeli chodzi o wakacyjną "kolorówkę". W dodatku kosztuje tylko 5,90 zł i możecie ją kupić tutaj .















                                                                                                                                             







            Ostatnim ulubieńcem ( raczej ostatnimi ulubieńcami) lipca są pianki do golenia Venus, bez których nie wyobrażam sobie letniej pielęgnacji ciała. Idealnie nawilżają skórę, ułatwiając golenie. Dzięki tym produktom nie musimy zmagać się z nieprzyjemnymi i czasem wręcz bolesnymi podrażnieniami na skórze. Są bardzo wydajne. Koszt to ok. 6 zł. Posiadam oby dwie wersje zapachowe tj. konwalia oraz melon&grejpfrut, ale to ta druga jest moim zdecydowanym faworytem, zapach konwalii bardzo mnie drażnił i cieszyłam się, gdy pianka ta ujrzała dno.

I takim oto sposobem dobrnęłam do końca swojego pierwszego posta. Mam nadzieję, że teraz pójdzie mi tylko lepiej. 
A jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca? Piszcie mi w komentarzach ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...