Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 września 2014

Hit czy kit? Lash mania reloaded false lash mascara (ESSENCE)

Cześć Dziewczyny! ;)

Długo szukałam idealnego tuszu do rzęs. Jako wierna fanka digitalgirl13 oglądam każdy jej film. Jej test na żywo tuszu Lashmania reloaded z Essence sprawił, że musiałam go kupić. Piękne rzęsy Hani w każdym tuszu wyglądają dobrze, ale ten tusz prezentował się na nich naprawdę pięknie. W dodatku tusz niewiele kosztuje (ok. 10 zł). Niestety podczas każdej wizyty czy to w Hebe czy Superpharm nie mogłam trafić na ten tusz. W końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło i na półce czekał ten jeden jedyny. Od razu wzięłam. Czy jestem zadowolona z zakupu? O tym przeczytacie dalej. 

wtorek, 8 lipca 2014

NOWOŚCI KOSMETYCZNE

Cześć Dziewczyny!

Dziś przychodzę do Was z postem, który sama bardzo lubię czytać na innych blogach, a mianowicie z zakupami. Ostatnio trochę rzeczy mi przybyło. Większość z nich to produkty naprawdę godne uwagi, których chętnie używam i na pewno kupię ponownie. Zapraszam Was do oglądania tego, co w ostatnim czasie zasiliło moje kosmetyczne zbiory. 


sobota, 5 kwietnia 2014

Denko #4 (marzec 2014)

Cześć Dziewczyny!

Dziś przychodzę do Was ze zużyciami ostatniego miesiąca czyli tzw. projektem denko. W ostatnim denku wspominałam o tym, że mam problemy z wykańczaniem produktów. Często kupuję nowe kosmetyki, nie zużywając do końca starych. Postanowiłam to zmienić i powoli kończę wszystkie zalegające w szafkach "resztki". W marcu nawet całkiem nieźle mi poszło ;)


A oto, co "zdenkowałam" w ubiegłym miesiącu:


1. Płyn do kąpieli czekolada&mięta (OS). Cudowny zapach miętowych czekoladek umilał mi kąpiele. Płyn jest dosyć gęsty i świetnie się pieni. Więcej o nim --> KLIK

Czy kupię ponownie? TAK

2. Żel do mycia ciała-owoce tropikalne (BALEA)-edycja limitowana. Bardzo spodobała mi się forma tego produktu. Nigdy wcześniej nie miałam żelu pod prysznic w formie pianki. Wystarczyło raz lub dwa razy nacisnąć dozownik, by umyć całe ciało. Na początku myślałam, że produkt będzie w związku z tym wydajny, niestety nic bardziej mylnego- żel wystarczył mi nie niecałe 2 tygodnie. Do tego zamiast zapachu owoców tropikalnych wyczuwałam zapach gazu(jak w dezodorantach). 

Czy kupię ponownie? NIE


3. Peeling cukrowy- róża piżmowa i zielona herbata (Green Pharmacy). Tego pana nie mogłam skończyć od kilku miesięcy. Znalazłam go w czerwcowym Shinyboxie i niestety nie polubiłam się z nim. Zostawiał na mojej skórze okropnie tłusty film. Do tego intensywny zapach róży, którego w kosmetykach nie znoszę powodował u mnie wręcz ból głowy :D Wykończyłam go więc jako peeling do stóp. Więcej o nim -->KLIK

Czy kupię ponownie?  NIE

4. Krem do rąk i paznokci- kozie mleko (Ziaja). Naczytałam się o nim wiele dobrego, ale sama mam na jego temat nieco inne zdanie. Zimą kompletnie nie poradził sobie z suchą skórą moich dłoni, dodatkowo jest dość "wodnisty"czego w kremach do rąk bardzo nie lubię. Urzekł mnie za to jego zapach- typowo kremowy, ale ma w sobie coś co powodowało, że miałam ochotę używać tego kosmetyku mimo, że niezbyt dobrze nawilżał ;)

Czy kupię ponownie? NIE WIEM


5. Masełko do ust-caramel cream (NIVEA). Nie rozumiem zachwytów tym produktem, bo u mnie spisał się średnio. Niezbyt dobrze nawilżał moje usta. Nie odpowiada mi również forma opakowania, która nie jest zbyt higieniczna. Więcej o nim ---> KLIK

Czy kupię ponownie? NIE

6. Mentolowa pomadka ochronna do ust (Lovely). Dla mnie to tańszy (2,99zł) odpowiednik Carmexu. Pomadka całkiem dobrze nawilża i daje na ustach podobny efekt "mrowienia" co Carmex. 

Czy kupię ponownie? TAK


7. Żel pod prysznic- kalina i melisa (Biały Jeleń). Piękny zapach melisy powoduje, że można się bardzo dobrze zrelaksować podczas kąpieli. Żel nie wysusza skóry. Więcej o nim -->KLIK

Czy kupię ponownie? TAK (inne wersje zapachowe)

8. Zmywacz do paznokci (Delia)- okropny śmierdziel. Średnio radził sobie ze zmywaniem lakieru. O zmyciu "piasku" nie było mowy.

Czy kupię ponownie? NIE


9.  Antybakteryjny żel do mycia rąk (Oriflame). Kompletnie o nim zapomniałam, bo mam kilka produktów tego typu. Ten leżał sobie w torebce, którą rzadką noszę. Właściwie nie wiem czy można go jeszcze kupić. Oczywiście jak każdy żel antybakteryjny śmierdzi niemiłosiernie alkoholem, ale po chwili jego zapach zmienia się w zapach cytrusów, co bardzo mi się spodobało. 

Czy kupię ponownie? NIE (prawdopodobnie nie ma go już w ofercie Oriflame)

10. Eyeliner w żelu (Essence). Mój ulubiony liner. W towarzystwie odpowiedniego pędzelka malowanie nim kresek to sama przyjemność. Kolor jest bardzo intensywny, więc nie trzeba poprawiać kreski kilkukrotnie. Niestety jego termin przydatności od otwarcia to tylko 6 miesięcy. Po tym czasie liner jakby wyschnął i nie nadaje się do użytku. 

Czy kupię ponownie? NIE WIEM (wydaje mi się, że został wycofany ze sprzedaży, bo nigdzie nie potrafię go już znaleźć)

11. Lakier do paznokci (Delia No.1) nr 85. Piękny błękitny odcień, który gościł na moich paznokciach przez prawie całe lato 2013. 

Czy kupię ponownie? TAK (jeżeli uda mi się go gdzieś znaleźć)

12. Top coat- Seche Vite. Produkt nie dla mnie. Co prawda daje efekt hybrydowych paznokci, które pięknie się błyszczą. W błyskawicznym tempie wysusza lakier. Niestety spowodował u mnie schodzenie każdego lakieru całymi płatami. Do tego po 2 miesiącach leżenia w szufladzie zgęstniał do tego stopnia, że nie można było go już użyć. Teraz jestem zmuszona wyrzucić niemal pół produktu do kosza. Dla mnie to czysta kpina. Na szczęście miałam małe opakowanie. Duże kosztuje ok. 25 zł+koszt wysyłki, więc na pewno go nie kupię. Więcej o nim --> KLIK 
W recenzji nazwałam go top coatowym ideałem, niestety z czasem musiałam zmienić o nim zdanie :(

Czy kupię ponownie? NIE

13. Podkład Wake me up (Rimmel). Całkiem fajny, lekki i rozświetlający podkład. Jego krycie jest średnie, więc nie będzie pasował osobom, które potrzebują dość dobrego krycia. Dzięki zawartości delikatnych rozświetlających drobinek podkład powoduje, że buzia wygląda promiennie i zdrowo. 

Czy kupię ponownie? TAK

14. Korektor do brwi (Delia). Nad wykończeniem tego produktu ubolewam najbardziej, bo służył mi świetnie od roku. Niestety stacjonarnie nie potrafię go nigdzie dostać. Korektor ten to właściwie żel do brwi, który doskonale utrzymuje brwi na swoim miejscu przez cały dzień. Do tego delikatnie zabarwia je na brązowo. 

Czy kupię ponownie? TAK (jeżeli tylko będę miała taką okazję)


15. Czekoladowa maseczka dotleniająca (Laura Conti). Zdecydowanie nie polecam. Maseczka nie robi z twarzą nic. Nie nawilża, ale pozostawia cerę zaczerwienioną. Więcej o niej --->KLIK

Czy kupię ponownie? NIE

16. Kwadratowe płatki higieniczne (Cleanic). Było to moje pierwsze opakowanie, ale bardzo je polubiłam. Płatki są bardzo duże, więc do pełnego demakijażu wystarczy użyć 2 sztuki. Nie rozdwajają się, są bardzo delikatne. 

Czy kupię ponownie? TAK

A Wy miałyście któryś z w/w kosmetyków? Jeśli tak, podzielcie się swoim zdaniem na jego temat ;)
Pozdrawiam :*

niedziela, 10 listopada 2013

Czerwone usta z błyszczykiem Essence Stay with me.

Cześć!

Czerwona pomadka to coś co bez wątpienia każda kobieta powinna mieć w swojej kosmetyczce. Czerwone usta dodają uroku, kuszą, wyglądają bardzo zmysłowo. W dodatku są bardzo modne w tym sezonie. Na pokazach mody króluje czerwona szminka. Warto więc się w nią zaopatrzyć. Ja w swojej kolekcji mam 3 czerwone pomadki oraz jeden błyszczyk, który chciałabym Wam dziś przedstawić. Co prawda nie należę do osób, które ubóstwiają ten kolor na swoich ustach- zdecydowanie wolę różowe odcienie, ale na wyjątkowe okazje chętnie używam czerwonej pomadki.


Tak jak napisałam, dziś przychodzę z recenzją czerwonego "całuśnego" błyszczyka z Essence- Stay with me. Czemu "całuśnego"- ze względu na nazwę odcienia- 07 kiss kiss kiss. Produkt ten kupiłam na wyprzedaży w Hebe za jedyne 3,99 zł- żałuję, że nie było jaśniejszych kolorów, bo właśnie na takie miałam ochotę. W czerwieni chodzę rzadko, nie przepadam za nią, ze względu na moje wąskie usta, którym niezbyt pasują tak wyraziste kolory. Mimo wszystko za taką cenę, aż grzechem byłoby nie wziąć, więc byłam zmuszona wybrać tą czerwień.


 I powiem Wam, że się nie zawiodłam- przy mocniejszych makijażach wygląda świetnie, a przy delikatnych dodaje troszkę "pazura". Pozostawia na ustach przepiękną "taflę". Nie klei się tak jak większość błyszczyków i przyjemnie pachnie. Nie posiada brokatowych drobinek.Jego konsystencja jest dość gęsta.   


 Błyszczyk znajduje się w dość ładnym opakowaniu z czarną zakrętką. Aplikator jest bardzo wygodny- ze względu na swój kształt ułatwia rozprowadzanie produktu na ustach.


Niestety określenie "longlasting" na pewno nie pasuje do tego błyszczyka- nie jest zbyt trwały. W dodatku ściera się nierównomiernie- pozostawia nieestetyczny kontur, a czasem nawet odbija się na zębach. Po zjedzeniu czegokolwiek możemy być pewne, że kolor nie zostanie nam już na ustach. Z tego względu nie polecam go raczej na dłuższe spotkania czy imprezy, kiedy nie mamy zbyt wielu możliwości by "kontrolować" swój wygląd. 


Dostępność: szafy Essence (m.in. Natura, Hebe)
Cena: ok. 9 zł
Inne odcienie (od lewej):


źródło: http://www.essence.eu/pl/strona-glowna/


  • 02 my favourite milkshake
  • 03 candy bar
  • 10 pretty witty
  • 11 choose me!
  • 12 material girl



Ogólnie: Polecam ten produkt miłośniczkom czerwieni, szczególnie tym o dużych, ponętnych ustach- na pewno się nie zawiedziecie. Mimo, że kolor błyszczyka jest śliczny- czerwień jest bardzo wyrazista, nie jestem zadowolona z jego trwałości. Myślę jednak, że chętnie skuszę się na jaśniejsze odcienie tego błyszczyka- mam nadzieję, że lepiej się sprawdzą. Czerwony kolor bardzo "ciężko" nosić- trzeba non stop kontrolować czy nic się nieestetycznie nie rozmazało. Jaśniejsze kolory nie powinny sprawiać tyle problemów. 

A jak Wam podoba się ten kolor? Lubicie czerwone usta? Napiszcie mi w komentarzach ;)
Pozdrawiam :*

Chcesz cieszyć się zimą idealnie nawilżonymi dłońmi? Zapraszam na post o genialnym kremie do rąk:

wtorek, 10 września 2013

Urodzinowe nowości kosmetyczne

Cześć dziewczyny!

Na początku chciałabym Was przeprosić za tak długą nieobecność. Była ona spowodowana wyjazdowym weselem, więc nie miałam możliwości korzystania z komputera. Jako, że w dzień tego wesela miałam też swoje święto- 20 urodziny, chciałabym Wam dziś pokazać kilka prezentów, które otrzymałam z tej okazji, a także parę innych nowości. 

Jeśli czytaliście post "wielki wakacyjny haul kosmetyczny" (klik) wiecie już, że dawno temu dostałam część prezentu od mojego chłopaka- a mianowicie pędzle Hakuro. Okazało się jednak, że to nie koniec prezentów, czym baaaardzo mnie zaskoczył. Dostałam jeszcze: 

  • płyn Duraline- Inglot
  • okrągły wkład do paletki nr 351- idealny matowy cień, doskonały do stosowania pod łuk brwiowy.
Powyższe rzeczy wybrałam sobie sama. Musiałam Wam także pokazać torebkę, w którą Pani z Inglota zapakowała zakupy. Czyż ona nie jest przesłodka? :D 
Myślałam, że to koniec prezentów, kiedy w dzień urodzin dostałam jeszcze jedną niespodziankę, a mianowicie:


  • maska Rosyjska Bania- Wzmacniająca Korzenie Włosów- kefir i razowy czarny chleb
  • glinka czarna z Morza Martwego
  • książka "Chemia Kosmetyków"- Alicja Marzec
Nie spodziewałam się, że facet potrafi kupić sam z własnej nieprzymuszonej woli takie rzeczy :D Oprócz tego wśród prezentów znalazły się też buty, ale to blog kosmetyczny, więc nie będę ich tutaj pokazywać :).
Teraz troszkę prywaty: jeszcze raz chciałabym bardzo podziękować mojemu Ukochanemu za tyle cudownych prezentów i za to, że jest moim najwierniejszym czytelnikiem :* 

Kolejne wrześniowe nowości to moje małe zakupy z Hebe:


  • płyn micelarny dermo face physio (TOŁPA). Idealnie zmywa makijaż, nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Niestety podczas wyjazdu weselnego ponad połowa tego płynu wylała mi się w kosmetyczce. Kupiłam go za 13,99 zł. Cena regularna to ok. 25 zł- dość sporo, ale na pewno kiedyś jeszcze po niego sięgnę. 
  • Big&Beautiful Lovely Doll eye opening mascara (ASTOR). Na razie testuję ten produkt, ale jego recenzja na pewno pojawi się na blogu. Cena- 19,99 zł. Cena regularna- ok. 30 zł.
  • Stay with me- błyszczyk (ESSENCE) w kolorze 07- kiss kiss kiss. Piękna wyrazista czerwień, długo utrzymująca się na ustach. Kupiony za 3,99 zł. Cena regularna to ok. 10 zł.
Ostatnie nowe kosmetyki to wygrana w rozdaniu na blogu u Wercia Kurka: 


  • podkład- Make Up Advanced Foundation w kolorze Beige Nude,
  • baza pod cienie- testowana na weselu. Utrzymała cienie w doskonałym stanie od godziny 10 do samego rana :)
  • spiekany róż do policzków w kolorze Blooming Rose,
  • peeling solny o zapachu werbeny.
Jak widzicie wszystkie te kosmetyki to produkty firmy FM Group. Na razie przetestowałam tylko bazę, która jest doskonała, więc tego samego spodziewam się po reszcie kosmetyków ;) 

To już wszystkie moje nowości. Mam nadzieję, że nie nudzą Was posty tego typu :) Miałyście któryś z tych produktów? Jeśli tak to jak się u Was spisał? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach.  Jutro będę starała się przeczytać wszystkie zaległe posty na Waszych blogach :)

P.S. Jak widzicie, zmieniłam troszkę wygląd bloga. Podoba Wam się taka wersja? :)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Makijaż: jak wykonałam swoje pierwsze smoky eye

Cześć dziewczyny!

Dziś post nieco inny niż zwykle, a mianowicie makijaż. Długo się zastanawiałam czy w ogóle go wrzucić, bo, nie będę ukrywać, robiłam ten makijaż po raz pierwszy i niezbyt mi się udał :D W każdym razie, ostatecznie zdecydowałam się na pokazanie Wam co wyszło z moich pierwszych zmagań ze smoky eye (proszę o wyrozumiałość :D )

Tak się prezentuje mój pierwszy smoky:



Do wykonania tego makijażu użyłam następujących kosmetyków:


* paletka Sleek- Oh so special
* paletka Technic- Metalix
* żelowy eyeliner - Essence
* kredka Oriflame Eye Intensity w kolorze Charcoal Grey
* Mascara Maybelline- the Falses Volum' Express Black Drama
* Płyn Duraline- Inglot
* zalotka

Wykonanie:


Jako cienia bazowego użyłam cienia szaro-brązowego (1) z paletki Oh so special

Dalej nakładałam cienie w następującej kolejności (paletka Technic Metalix)- kierując się od środka w stronę zewnętrznego kącika:


Czarny cień (4) nałożony w załamanie powieki roztarłam cieniem w kolorze bardzo ciemnej śliwki (?:D) z paletki Oh so special (pierwszy od prawej na górze)- niestety zapomniałam zaznaczyć go numerkiem. Wszystkie granice porozcierałam czystym pędzelkiem.

Zewnętrzny kącik rozświetliłam srebrzystym cieniem (5). Następnie namalowałam kreskę eyelinerem, a na linię wodną nałożyłam szarą kredką z Oriflame. Dolną powiekę zaznaczyłam czarnym (4) i srebrzystym (5) cieniem i roztarłam wszystko czystym pędzlem. Pod 'jaskółką' zrobioną czarnym linerem nałożyłam srebrną kreskę- cień nr 5 zmieszany z kroplą płynu Duraline. Rzęsy podkręciłam zalotką i wytuszowałam. 

A oto efekty:





Jak widać jeszcze baaardzo dużo mi brakuje, by osiągnąć ładny efekt smokey eye, szczególnie kuleje u mnie rozcieranie cieni, ale cóż, trzeba ćwiczyć dalej ;) Mam nadzieję, że jakoś przebrnęłyście przez ten post. Co sądzicie o makijażu smoky eye? Czy same potraficie go wykonać? Czekam na Wasze opinie w komentarzach:)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...