Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2013

Ulubieńcy kosmetyczni roku 2013

Cześć!

Rok 2013 dobiega końca, więc pora na podsumowania. W tym roku założyłam bloga, dzięki czemu moje zbiory kosmetyczne znacznie się powiększyły. Bardziej świadomie wybieram kosmetyki, choć niestety nie zawsze mi się to udaje- czasem po prostu mam chęć coś wypróbować i nie zwracam uwagi na to czy opinie o danym produkcie są dobre czy też nie. Dziś chciałabym Wam przedstawić moje ulubione kosmetyki tego roku. Mam nadzieję, że chętnie przeczytacie ten post i być może same wypróbujecie któryś z poleconych przeze mnie kosmetyków.


KOSMETYKI KOLOROWE:





1. PODKŁAD- w tej kategorii zwyciężył poznany przeze mnie całkiem niedawno Wake me up z Rimmela (kolor Ivory). Podkład ma średnie krycie, ale dla mnie całkowicie wystarczające. Długo utrzymuje się na buzi, delikatnie ją rozświetla. Nie "zapycha".
2.PUDER sypki z Bourjois. Ładnie matuje twarz, jest lekki, bardzo drobny. Jego dużym plusem jest fakt, że nie zawiera parafiny. Nie jest komedogenny. Więcej o nim ---> KLIK
3. KREM BB- Under 20. Najlepszy krem BB jaki miałam okazję używać. Idealna alternatywa dla podkładu szczególnie w okresie letnim. Jest lekki, oprócz dobrego krycia zapewnia też świetne nawilżenie buzi.


4. KOREKTOR- Bourjois Healthy Mix. To również moje niedawne odkrycie. Do tej pory przerażała mnie jego cena, ale teraz wiem, że warto wydać na niego tyle pieniędzy (ok.40 zł). To najlepszy korektor pod oczy jaki miałam do tej pory. Świetnie kryje, nie obciążając i nie przesuszając przy tym delikatnej okolicy wokół oczu. Można go również używać punktowo na wypryski czy zaczerwienienia.
5. KOREKTOR DO BRWI- Delia. Służy mi od początku roku i niestety powoli mi się kończy. Jest trudno dostępny (głównie dostaniemy go w sieci), ale wart zakupu. Świetnie ujarzmia nasze brwi, przez co utrzymują się w miejscu dosłownie cały dzień. Nadaje im też delikatny brązowy kolor.
6. PALETKA CIENI- Sleek Oh so special. Paletek Sleeka chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Są niedrogie, cienie są dobrze napigmentowane, nie osypują się przy aplikacji. Oh so special to idealna paletka na początek przygody z makijażem. Zawiera cienie w kolorach różu, brązu, ale także matową biel oraz czerń. Tą paletką można wykonać każdy makijaż- zarówno dzienny jak i mocniejszy wieczorowy. Matowy brąz i szary używam codziennie do brwi.


7. RÓŻ z olejem arganowym- Paese. Jak widzicie na zdjęciu, opakowanie niestety uległo zniszczeniu. Sam produkt jest jednak świetny. Jest to najczęściej używany przeze mnie róż, głównie ze względu na jego niesamowitą trwałość na policzkach. Nie "pyli" się przy aplikacji, ma bardzo ładny typowo różowy kolor. Zawiera delikatne drobinki, które dodatkowo rozświetlają policzki. Do tego ślicznie pachnie.
8. BRONZER z W7-Honolulu. Do tej pory nie używałam bronzerów, głównie dlatego, że jako osoba niedoświadczona w makijażu miałam problem z ich aplikacją. Zazwyczaj robiłam sobie na twarzy brzydkie plamy. Ten bronzer okazał się produktem idealnym do wykonturowania twarzy. Ładnie się nakłada, nie robi plam, jest matowy. Kolor jest również bardzo ładny- typowo brązowy, w ogóle nie wchodzi w odcienie pomarańczy czy czerwieni. 
9. POMADKA E.l.f.- Flirtatous. Idealna fuksjowa pomadka, którą wręcz kocham używać- w każdą porę roku. Nie wysusza ust, niestety podkreśla suche skórki. Dla mnie jest ideałem, bo jest trwała, ładnie wygląda na ustach, a kosztuje tylko 5,90 zł!


10. PĘDZLE HAKURO- tutaj wybrałam tylko 3 (H13, H77, H70), ale wszystkie są naprawdę świetne i do tego niezbyt drogie. Tymi trzema pędzlami jestem w stanie zrobić cały makijaż. Są bardzo milutkie, H13 traci niestety włosie. Wykonywanie makijażu przy użyciu tych pędzli to sama przyjemność.
11. ODŻYWKA DO PAZNOKCI- Eveline 8 w 1. Dla niektórych produkt ten jest wrogiem nr 1, mnie odratował łamiące się i przebarwione paznokcie. Przeszłam kurację według zaleceń producenta- czyli nakładanie odżywki przez 4 dni po jednej warstwie, następnie zmycie wszystkiego i powtarzanie serii przez nie dłużej niż 30 dni. Teraz używam jej jako lakieru bazowego- odżywka wzmacnia moje paznokcie i zapobiega odbarwieniu płytki paznokciowej.
12. SECHE VITE- czyli lakier nawierzchniowy/ wysuszacz lakieru. Dostałam go na spotkaniu blogerek ( w wersji mini) i teraz nie mogę już bez niego żyć. Wiele razy nie chciało mi się malować paznokci tylko dlatego, że nie miałam wystarczająco dużo czasu na ich suszenie. Malowanie przed snem kończyło się odciśnięciem poduszki na lakierze. Po użyciu Seche Vite lakier wysycha w dosłownie 30 sekund. Dodatkowo paznokcie pięknie się błyszczą. Ten produkt jest wart każdej ceny.

KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE:




13. MASKA DO WŁOSÓW- Inebrya. To maska, którą wybrałam sobie w ramach współpracy z hairstore.pl. Jej recenzja jest gotowa i pojawi się na blogu 2 stycznia. Powiem szczerze, że to najlepsza maska do włosów jaką miałam okazję używać. Ujarzmia moje niesforne kosmyki, powoduje, że włosy nie puszą mi się tak bardzo jak zwykle. Do tego włosy po jej użyciu świetnie się rozczesują i pięknie pachną.
14. KREM DO RĄK- Evree- odżywczy krem, dobrze nawilża dłonie, nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Więcej o nim ---> KLIK
14. OLEJ ARGANOWY- używany przeze mnie wyłącznie pod oczy. Cudownie nawilża okolice pod oczami, wygładza skórę. Przy tym nie uczula mnie tak jak praktycznie wszystkie kremy pod oczy.


16. KORUND MIKROKRYSTALICZNY do mikrodermabrazji. To nic innego jak w pełni naturalny peeling. Bardzo mocno zdziera naskórek, więc na pewno nie polecam go osobom o cerze wrażliwej, bądź naczynkowej. Dogłębnie oczyszcza skórę, wygładza i rozjaśnia. Więcej o nim --->KLIK
17. PŁYN MICELARNY- Bebeauty. O tym produkcie też dużo pisać nie trzeba- tani, świetnie zmywa makijaż, nie podrażnia skóry.
18. WODA RÓŻANA- Dabur. Moja alternatywa toniku. Pięknie pachnie, oczyszcza i odświeża twarz. Łagodzi podrażnienia oczu (jako kompres). Więcej o niej ---> KLIK


19. BUDYŃ DO CIAŁA- Skarb Matki. Do tej pory nie przepadałam za balsamowaniem ciała. Denerwowało mnie to uczucie "tłustości". Budyń do ciała nie pozostawia na skórze tłustego, nieprzyjemnego filmu. Szybciutko się wchłania, pozostawiając skórę jedwabistą w dotyku. Do tego pięknie pachnie (czekoladowo-pomarańczowo). Uwielbiam go używać i na pewno kupię następne opakowanie.
20. ŻEL DO MYCIA TWARZY Effaclar- La Roche-Posay. Pokochałam go miłością bezwarunkową i nie wyobrażam sobie już bym mogła umyć swoją twarz innym żelem. Oczyszcza twarz tak doskonale, że skóra aż "piszczy" z czystości. Dzięki niemu pozbyłam się sporej ilości zaskórników. Moja mama śmieje się, gdy mówię wieczorem, że nie mogę się doczekać rana, aż znów umyję twarz tym żelem :D 
21. ZMYWACZ DO PAZNOKCI wzmacniający- Sally Hansen. Do zmycia lakieru z jednej dłoni wystarczy dosłownie jeden płatek kosmetyczny nasączony tym zmywaczem. Nie ma lakieru, z którego zmyciem ten produkt ma problemy- zmywa świetnie lakiery brokatowe/piaskowe. Na paznokciach pozostawia kwiatowy zapach (choć w opakowaniu śmierdzi jak prawie każdy zmywacz acetonem). 

To już wszyscy moi ulubieńcy tego roku. Nazbierało się tego całkiem sporo. Większość z tych produktów poznałam dopiero w ostatnim czasie, ale tak bardzo mnie zachwyciły, że nie mogło ich zabraknąć w tym zestawieniu. 
Chętnie poczytam o Waszych ulubieńcach roku. Przygotowałam dla Was jeszcze 2 posty tego typu, a mianowicie "moje kosmetyczne odkrycia tego roku" oraz, żeby już nie było tak kolorowo: "buble 2013 roku"- tych na szczęście jest znacznie mniej niż ulubieńców. Który post chcecie zobaczyć najpierw? Napiszcie mi w komentarzach ;)
Pozdrawiam ;*

sobota, 28 grudnia 2013

Puder sypki Bourjois

Cześć!

Dziś przedstawię Wam mój ulubiony w ostatnim czasie puder sypki z Bourjois, który dorwałam na promocji -40% w Rossmannie. Powiem szczerze, że nad jego zakupem długo się wahałam. Potrzebowałam puder sypki, ale nie wiedziałam czy wybrać ten czy z Manhattanu. Porównując wszystkie za i przeciw wybrałam ten. Dlaczego? O tym przeczytacie za chwilę.


Puder znajduje się w okrągłym plastikowym słoiczku. Opakowanie to według mnie jedyny minus tego produktu. Wieczko nie jest zakręcane, a jedynie nakładane na spód opakowania, więc odpada noszenie tego pudru w torebce. 


W środku znajduje się puszek- bardzo miły, miękki, nakładanie nim pudru to sama przyjemność. Do tej pory nakładałam puder wyłącznie pędzlem, ale po pierwszym użyciu tego puszka byłam zachwycona. Po pierwsze jest on milszy w dotyku niż pędzel, więc po prostu przyjemniej jest go używać. Po drugie- dzięki "wciskaniu" pudru puszkiem efekt matu utrzymuje się znacznie dłużej. 


Opakowanie jak w większości pudrów sypkich posiada sitko, przez które wychodzi nam tyle pudru ile chcemy. Niestety w tym przypadku wcale tak nie jest. Sitko ma dość duże otwory, a puder jest niesamowicie miałki, przez co podczas używania troszkę go tracimy. Plusem pudru jest na pewno jego spora pojemność- aż 32 gramy (dla porównania puder z Manattanu ma 20 gramów, a z Essence tylko 11). 


Dzięki tej pojemności cena pudru aż tak bardzo mnie nie przeraziła. W cenie regularnej dostaniemy go w Rossmannie za ok. 60 zł, podczas za puder z Manattanu, którego jest znacznie mniej zapłacimy ok.30 zł.
Co więcej, ten puder nie zawiera parafiny (jak jego "konkurent" z Manhattanu). Według producenta nie jest dzięki temu komedogenny. Tutaj zgodzę się z producentem, bo puder nie powoduje u mnie wysypu "nieprzyjaciół" na twarzy.

Mój puder to odcień 01 peach. Jak sama nazwa wskazuje jest to kolor delikatnie brzoskwiniowy. Na twarzy tego koloru szczerze mówiąc nie widać, więc równie dobrze mogłabym ten puder nazwać pudrem transparentnym. 



Produkt ten idealnie stapia się z twarzą, ładnie ją matuje. Nie jest to ""płaski" mat, lecz bardzo delikatny, "miękki". Puder nie daje efektu maski, ale doskonale wygładza twarz, powodując, że wygląda ona prawie tak samo jak po retuszu w jakimś programie graficznym ;) Jak już wcześniej pisałam, puder ten jest niesamowicie drobno zmielony- dzięki temu świetnie nadaje się d przypudrowania np. korektora pod oczami. Utrwalenie całego makijażu twarzy wymaga jedynie niewielkiej ilości tego pudru.
Jeżeli chodzi o trwałość to jest to ok. 5, a czasem nawet 8 godzin ( w zależności od tego jak aktywny mamy dzień). 



Puder ma także bardzo ładny, delikatny zapach. Dzięki zawartości barwnika CI77019 czyli miki powoduje naturalne rozświetlenie cery. Mika jest naturalnym półproduktem kosmetycznym o perłowym połysku. Odbija światło, wygładzając optycznie drobne zmarszczki czy też pory. Sprawia, że twarz wygląda bardzo zdrowo. Nie jest to jednak tandetny blask jak w przypadku produktów, które zawierają w sobie brokat. 



Ogólnie: Puder sypki z Bourjois mogę polecić każdemu. Mimo tandetnego opakowania sam produkt jest naprawdę godny uwagi. Puder idealnie dopasowuje się do koloru skóry, więc będzie pasował praktycznie każdej osobie. Jest niesamowicie miałkim pyłkiem, który idealnie wtapia się w twarz, dając efekt wygładzenia i delikatnego rozświetlenia, bez efektu maski. Całkiem dobrze radzi sobie z matowieniem twarzy. Efekt matu utrzymuje się kilka godzin. Cena produktu jest dość wysoka (ok. 60zł). Myślę jednak, że stosunek ceny do jakości jest jak najbardziej odpowiedni. Za taką jakość można zapłacić nawet więcej. Opakowanie zawiera aż 32 gramy produktu, więc wystarczy on na bardzo długi okres używania.


A jaki jest Wasz ulubiony puder? Napiszcie mi w komentarzach :)
Pozdrawiam ;*

sobota, 23 listopada 2013

Zakupy poczynione na promocji -40% w Rossmannie.

Witajcie dziewczyny!

Blogosfera od pewnego czasu wrze- na większości blogów od dawna znaleźć można było informacje na temat kolejnej już promocji -40% w Rossmannie na kosmetyki kolorowe. Od tygodnia bardzo "modne" było pisanie list produktów, które dziewczyny miały zamiar kupić, a dziś pojawiają się już pierwsze posty, w których pokazywane są "rossmannowskie łupy". 
Wiem, że dla niektórych z Was może to już być nudne, ale pomyślałam, że też chętnie pokażę Wam co kupiłam- być może coś Wam wpadnie w oko i same się skusicie ;)

Do Rossmanna poszłam z koleżanką już z samego rana, przed zajęciami na uczelni. Mimo, że byłam w galerii jeszcze przed jej otwarciem, przed wejściem czekało już kilka, a może kilkanaście kobiet, które oczywiście od razu popędziły do Rossmanna. Na szczęście nie było żadnych przepychanek (tak jak po południu), ale ruch był rzeczywiście "wzmożony". Już wczoraj byłyśmy oglądać co chcemy kupić, więc dziś zakupy były łatwiejsze- zrobiłam listę dla siebie i mamy. Niestety nie kupiłam wszystkiego, co chciałam. Bardzo zależało mi, by kupić pomadkę Wibo Eliksir w kolorze 01 (dla mnie) i 09 (dla mamy)- niestety "dziewiątki" już nie było, a wszystkie dostępne "jedynki" były tak obmacane, stopione, ułamane i nie wiem co jeszcze, że niestety nie kupiłam żadnej. I tutaj mój apel do wszystkich Pań, które nie wiedzą co to tester: testery są po to by sprawdzić jak wygląda produkt, wara od produktów przeznaczonych do sprzedaży!  Czy to tak ciężko zrozumieć, że nie należy próbować czegoś, co może zostać przez kogoś kupione? Człowiek płaci, a w domu się orientuje, że produkt jest uszkodzony. A swoją drogą Rossmann mógł by się postarać o więcej testerów i lepsze zabezpieczanie produktów...
Na mojej liście była także idealna cielista kredka Max Factor kohl pencil w kolorze 090-natural glaze.. niestety jej także nie było. No trudno.. przynajmniej troszkę mniej wydałam ;)
Oprócz zakupów dla siebie zrobiłam też zakupy mamie, które także Wam pokażę :)


Moje zdobycze:


  •  Lovely- lip loss matowy do ust z formułą długotrwałą nr 1. 5,19 zł.
  •  Lovely- mascara podkręcająca i unosząca rzęsy- Curling Pump Up Mascara. 5,39 zł.


  •  Bourjois- korektor healthy mix nr 51- light radiance. 24,59 zł.
  •  Bourjois- puder sypki nr 01-peach. 35,99 zł .

  • Rimmel- podkład Wake me up nr 100- Ivory. 25,19 zł.
Zakupy dla mamy:


  •  Lovely- Classic Nail Polish nr 346. 3,39 zł.
  •  Wibo- Extreme Nails nr 180. Tutaj niestety zniżka nie została naliczona. Pytałam panią w kasie dlaczego tak się stało, lecz ona sama nie wiedziała.. powiedziała, że "tak wskakuje i już" .. Ale i tak ten lakier nie jest drogi. Kosztuje 5,99 zł.


  •  Eveline- pomadka Aqua Platinum nr 437 (brąz). 5,99 zł.
  •  Miss Sporty- pomadka nr 174- Seduction (śliwka). 5,99 zł.



  •  Lovely- mascara podkręcająca i unosząca rzęsy- Curling Pump Up Mascara. 5,39 zł.
  • Maybelline- podkład Affinitone nr 03- light sand beige. 16,29 zł.

  • Ostatnio w Biedronce wpadł mi w ręce zestaw do manicure. Bardzo byłam ciekawa tego urządzonka, więc chłopak powiedział, że mam sobie wziąć. Powiem szczerze, że na razie jestem pod wrażeniem z jaką łatwością radzi sobie z piłowaniem paznokci, usuwanie skórek itp. Ma 6 wymiennych końcówek, które pozwalają nam na wykonanie pełnego manicure. Moją mamę tak zachwycił ten produkt, że dziś kupiła sobie taki sam :D Widziałyście to urządzenie? A może macie? Jeśli tak to napiszcie jak się u Was sprawdza ;) Cena to ok. 15 zł.


    A co Wy upolowałyście na promocji -40% (w Rossmannie, Superpharm oraz Hebe)? Napiszcie mi w komentarzu :)
    Pozdrawiam :*

    poniedziałek, 11 listopada 2013

    I'm Inglot Girl!

    Witajcie dziewczyny,

    Jak Wam minął długi weekend? Ja w ostatnim czasie odczuwam takie zmęczenie, nie tylko fizyczne, ale i psychiczne- wszystko wokół mnie drażni. Chyba pora sięgnąć po jakiś suplement na wzmocnienie. Coraz zimniej na dworze, coraz bardziej ponuro- to wszystko sprawia, że najchętniej zapadłabym w sen zimowy i obudziła się dopiero na wiosnę ;)
    Ale nie ma co narzekać, kiedy można na pocieszenie napisać dla Was post ;D
    Większość osób, które troszkę lepiej mnie znają, wie, że uwielbiam firmę Inglot. Można rzec, że jestem taką "Inglot Girl". Mam ogromny sentyment do tej firmy- jeszcze nie zdarzył mi się żaden bubel, wszystkie produkty mi odpowiadają. W dodatku, gdy zaczęłam się malować, moje pierwsze kosmetyki- puder, róż, liner- były właśnie z Inglota. Ciągle do nich wracam, bo je uwielbiam. Wypróbowałam już wiele kosmetyków tej firmy i ciągle mam chęć na więcej. Teraz nie mam ich już tak dużo jak kiedyś, ponieważ postanowiłam wypróbować także kosmetyki innych firm. Niemniej jednak Inglotowi będę dozgonnie wierna. To co najbardziej urzeka mnie w ich kosmetykach to ładne, czarne, eleganckie opakowania. Są naprawdę bardzo solidnie wykonane- nie pękają przy byle upadkowi. Kosmetyki te nie są zbyt drogie- to raczej "średnia" półka cenowa. Moim zdaniem warto wydać na nie pieniążki, bo ich jakość jest bardzo dobra.

    Oto moje skromne zbiory Inglotowe:


    I po kolei:
    • róże do policzków- są świetnie napigmentowane, wystarczy odrobinka, by "zaróżowić" policzki. Wypróbowałam już kilka kolorów.Obecnie posiadam 2. Jeden już jest prawie całkowicie zdenkowany- to numer 99 (posiada delikatne błyszczące drobinki, ale nie wyglądają one tandetnie na policzku. Drugi- nr 85 to róż z gatunku "bardziej czerwonych". Jest matowy. Przy jego nakładaniu trzeba uważać, by nie zrobić sobie nieestetycznej plamy. Wystarczy delikatnie musnąć pędzlem i gotowe. Róże kosztują 19 zł. Są bardzo wydajne. Na twarzy trzymają się prawie cały dzień.


    • pigment sypki- ja posiadam złoty pigment (nr 77). Jego kolor jest niesamowity- bardzo intensywne złoto. Nadaje się do rozświetlania kącika oka, nałożenia na całą powiekę, ewentualnie także jako rozświetlacz (oczywiście nie kolor złoty, ale np. różowy), bądź co sobie tylko wymyślicie. Nawet bez bazy kolor jest bardzo wyrazisty. Jest wydajny- mnie kończy się już data ważności, a mam go jeszcze ponad połowę, mimo, że używam go dość często. Nie pamiętam jego ceny- wydaje mi się, że jest to coś ok. 25 zł.



    • czarny eyeliner- od lat niezmiennie kupuję nr 25. Gama kolorystyczna jest bardzo szeroka. Nawet czarny występuje w kilku wariantach (może być np. z drobinkami lub taki jak mam ja, czyli najzwyklejsza czerń). Jest to liner płynny.Aplikator to precyzyjna spiczasta gąbeczka. Wiem, że niektórym osobom nie podoba się ten aplikator, ze względu na grubość. Mnie osobiście odpowiada. Trzeba jednak uważać przy aplikacji, żeby go nie rozdwoić (mnie niestety się to zdarzyło w jednej sztuce). Na powiece daje bardzo wyrazisty czarny kolor. Cena to 20 zł. 



    • puder prasowany Young Skin Makeup- YSM Y15- mój pierwszy puder, jaki w życiu używałam i stale do niego wracam. Z racji tego, że jest to puder "kolorowy" zbędne jest nakładanie pod spód podkładu. Ładnie matowi twarz i wyrównuje jej koloryt. Gama kolorystyczna jest dość szeroka- każdy znajdzie coś dla siebie (mój idealnie zlewa się z kolorem skóry- co zobaczyć możecie na zdjęciu). Puder ma bardzo "jedwabistą" konsystencję. Łatwo rozprowadza się na twarzy. Jedyny minus to to, że podczas aplikacji pędzlem "pyli się". Zdecydowanie lepiej nakładać go za pomocą gąbeczki, bądź puszka. Cena to 19 zł. 


    • błyszczyk "fluo" nr 541- kupiłam go na promocji (-50%) za ok. 15 zł (nie pamiętam dokładnie). Zaciekawił mnie jego kolor- w zależności od padania światła kolor się zmienia. W opakowaniu wygląda na fioletowy-gdy pada na niego światło jest różowy (niestety zdjęcia nie potrafią oddać tego koloru). Ciekawe wygląda też na pomadkach- dodaje im takiego "smaczku". W ogóle się nie klei i pachnie nektarynką! 



    • pomadka- pomadki z Inglota to zdecydowanie "działka" mojej mamy. Ja posiadam tylko jedną- nr 114. Jest to błyszczący nude wpadający w brąz. Opakowanie jest niesamowicie solidne. Sama pomadka dość długo utrzymuje się na ustach, ściera się równomiernie. Kosztuje 20 zł. 
     


    • konturówki do ust i oczu- niestety są dość twarde i konieczne jest rozgrzanie ich między palcami przed użyciem. Występują we wszystkich kolorach tęczy, więc można dopasować odcień idealny do pomadki. Ja posiadam 2 konturówki do ust- nr 68 (pasujący do wcześniej pokazanej pomadki) i piękną koralową- nr 71 (najczęściej nakładam ją pod błyszczyk "fluo"). Wśród konturówek znalazł się tej jeden rodzynek do oczu- nr 38 (jasnoniebieski kolor z delikatnymi drobinkami). Cena to ok. 15 zł.

    • cienie do powiek Vertigo- zawsze kupuję je "przy kasie" za pół ceny (czyli oferta dodatkowa dla klientów, którzy coś kupują). Kosztują wtedy 7,50 zł. Mają świetne opakowania z aplikatorem. Są bardzo dobrze napigmentowane. Nr 74 to kolor cielisty z delikatnymi drobinkami. Ładnie rozświetla powiekę, idealny dla osób, które rozpoczynają swoją przygodę z makijażem i chcą jedynie delikatnie podkreślić powieki (to był mój pierwszy cień, który używałam!). Niestety nie mogę Wam pokazać jak wygląda ten kolor, bo mi się skończył :( Drugi cień Vertigo to nr 76- cudowny morski kolor, moim zdaniem idealny na lato. W połączeniu ze złotym pigmentem wygląda obłędnie! 





    • cienie do powiek- kolory jakie tylko zapragniecie. Wkłady okrągłe (którą zostają powoli wycofywane)- 10 zł, wkłady kwadratowe-13 zł. Ja posiadam tylko wkłady okrągłe i paletkę na nie. W swoich zbiorach mam tylko 6 cieni, ale bardzo je lubię. Kolory i numerki na zdjęciach. Pigmentacja świetna, nie znam drugich tak dobrze napigmentowanych cieni w takiej cenie. Nie osypują się, nie "rolują się" na powiecie. Paletki w chwili obecnej mają inny wygląd. Nadają się do przechowywania nie tylko cieni, ale także błyszczyków, różów itp. Przy skompletowaniu za jednym razem całej paletki, jej koszt wynosi tyle co jeden cień (czyli za 5 cieni+paletkę zapłaciłam 60 zł)- nie wiem czy nadal wygląda to tak samo, bo moja paletka ma już 3 lata. 


    • zmywacz do paznokci- malutki, poręczny, idealny do torebki (25 ml). Bardzo dobrze zmywa, wystarczy nanieść niewielką ilość na płatek i można bez problemu zmyć cały lakier w jednej dłoni. Plusem jest fakt, że jest to zmywacz bezacetonowy. Co prawda na początku śmierdzi tak jak większość zmywaczy, ale po chwili zapach ten ulatnia się i na paznokciach zostaje bardzo przyjemny pomarańczowy zapach! Cena to 6 zł- można go kupić za 3 zł jako dodatek do innych zakupów. 


    • płyn Duraline- według producenta to "płyn, który umożliwia aplikację na mokro sypkich i prasowanych cieni do powiek, podkreślając głębię koloru i przedłużając trwałość makijażu". Ja używam go głównie do robienia kolorowych linerów z cieni do powiek. Doskonale nadaje się też do "naprawienia" zaschniętego tuszu do rzęs, wystarczy parę kropli i tusz znów nadaje się do użytku. Można go użyć również w przypadku, gdy cień czy róż spadnie nam i rozkruszy się. Wtedy również wystarczy parę kropli płynu delikatnie wymieszać z rozsypanym cieniem/różem itp, następnie docisnąć za pomocą jakiegoś twardego przedmiotu i gotowe. Cena to 20 zł. Wydajność- ogromna.


    • bibułki matujące- najlepsze bibułki jakie miałam okazję używać! Doskonale "pochłaniają" nadmiar sebum, nie niszcząc przy tym makijażu. W opakowaniu mamy 50 sztuk dość grubych bibułek. Ciężko mi określić z jakiego materiału są one wykonane (producent podaje, że jest to polipropylen), ale na pewno nie jest to tak jak w przypadku bibułek z Wibo zwykła bibuła. Bibułki są dość drogie- kosztują 18 zł, ale warto je wypróbować. Czasem zdarza się, że można je również dostać za pół ceny. 


    I to już wszystkie produkty z Inglota, które w chwili obecnej posiadam. Jak mogłyście zauważyć, wszystkie bardzo lubię i mogę Wam je polecić.
    A Wy lubicie Inglota? Jaki produkt najbardziej? A może trafił Wam się jakiś bubel? Napiszcie mi w komentarzach ;)
    Pozdrawiam ;*
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...